Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IPA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IPA. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 maja 2014

Bojan Black IPA



Ciemna IPA z Bojanowa, pomimo etykiety łamiącej serca estety, w końcu wypełniła mój kufel. Butelka jest przeterminowana o tydzień, ale nie powinno to mieć wpływu na smak, doda raczej nieco pikanterii degustacji. Styl na który browar się pokusił jest stylem względnie młodym i narosłym licznymi kontrowersjami, jednak rozważania stylistów odłóżmy ad acta i zajmijmy się tym co najważniejsze – smakiem. 

Piana formuje się całkiem spora i drobnoziarnista. Zdecydowanie oblepia szkło, aż do samego dna. Zapach chlebowej skórki, palone nuty i maślany ślad, całość dość rześko zadomawia się w nozdrzach. Kolor mocno spatynowanej miedzi nie jest czarny, ale może to przeszkadzać jedynie kolorystycznym purystom. Pierwszy łyk wchodzi łagodnie, nie pozostawiając niepotrzebnych posmaków. Mamy tutaj wspomniane aromaty chlebowe, odrobinę karmelowych nut, trochę kawy – dość wyraźnie te palone aspekty są wyczuwalne, co przyjemnie nastraja do dalszej degustacji. Nie jest to piwo pełne, raczej o wiele mniej niźli wskazywałby ekstrakt, w połączeniu z niskim wysyceniem pozostawia w odbieranym wachlarzu aromatów lekki niedosyt. Goryczka średnia, długo finiszująca, ciekawie drażni kubki smakowe, rozbudzając apetyty. Poważnym mankamentem jest brak chmielowego aromatu charakterystycznego dla piw IPA. Przydałoby się bujne dopełnienie całości, które można uzyskać chmieląc choćby na zimno. Szkoda, bo brak tego elementu zdecydowanie obniża ocenę. 

Niemniej jednak Bojan Black IPA nie jest piwem złym, to produkt poprawny, osadzony w profesjonalnych ramach, pozbawiony jednak sznytu oryginalności. Dla wielbicieli „ciemniaków” będzie to miła odmiana, dla ortodoksów-stylistów przyczynek do długich nikomu niepotrzebnych dysput. Jeśli masz ochotę na przełamanie rutyny, a boisz się eksperymentów Bojan nie będzie złym wyborem. (Przeterminowanie w moim odczuciu nijak nie wpłynęło na degustację.)
6.0 vol / B

sobota, 12 stycznia 2013

Diamond Bear Presidential IPA

Tego typu piwa jak to - w nazwie nawiązujące bezpośrednio do Billa Clintona - są narodową chlubą Jankesów. Mało który styl tak mocno przylgnął do Stanów Zjednoczonych jak IPA chmielona wybujałymi atlantyckimi chmielami. Czesi mają swojego pilznera, Anglicy ale, a amerykanie kolonialną wersję tego ostatniego. Nie wiem czy były gubernator Arkansas pijał prezydenckie piwo, ale specjałem z Diamond Bear raczej by nie pogardził piastując nawet znacznie wyższe stanowisko.

W kuflu pieni się pięknie miedziany płyn, lekko mętnawy, jak wymaga się od tego stylu wg norm BJCP. Piana średnia, utrzymuje się długo, a zapach to leśny zakątek tuż po letniej ulewie - przede wszystkim chmielowe aromaty wyciągające na światło dzienne żywiczne, sosnowe i kwiatowe nuty.

Jeśli wierzyć stronie internetowej browaru (a powodu by tego nie zrobić nie mam), Presidential IPA ma ponad 15 Blg ekstraktu, z którego odfermentowano piwo do zaledwie niecałych 5 procent alkoholu. W tym przypadku macherzy z BJCP kręciliby z pewnością głowami w lekkiej dezaprobacie. W każdym razie liczby te zapowiadają piwo dość gęste i pełne.

Pierwszy łyk zdaje się to potwierdzać. Pod potężną porcją żywiczno-kwiatowo-grapefruitowej chmury przebija się wyraźny słód, nienachalnie równoważąc goryczkę, a przy okazji nie pozostawiając wrażenia niedosytu. Sama goryczka, mocno ściągająca o długim, doprowadzającym niemal do paraliżu języka finiszu. W recepturze zastosowano chmiele angielskie i amerykańskie w proporcji 1:1 czyli fifty-fifty i całkiem dobrze przysłużyło to temu trunkowi. Angielskie zdają się odpowiadać za głębokość goryczy, zamorskie zaś, za klasyczny aromat. Warto jeszcze wspomnieć o kwiatowej nucie wyczuwalnej w smaku i zapachu - uwodzi! Zasługa w tym chmielenia na zimno, którego w tym przypadku nie pożałowano.

Po pierwszej przygodzie z browarem pod szyldem diamentowego misia czyli nieciekawie zapowiadającym się prologu degustacji, kamień spada z serca. Presidential IPA to świetny trunek, rasowy codzienny wymiatacz, który wzorem szalonego i przewrotnego  ninja będzie atakował nasze zmysły, nie czyniąc szczególnych szkód.
4.96 vol / B+

niedziela, 4 listopada 2012

Permon India Pale Ale P.I.P.A

Permon IPA czyli P.I.P.A to czeska wariacja na temat brytyjskiego stylu. Miałem okazję degustować ten trunek zarówno z kija jak i z butelki. Poniżej kilka refleksji z tych dwóch wydarzeń.

Odwiedziwszy praską knajpę Zly Casy (tutaj kilka słów o tym miejscu), na pierwszy ogień wybrałem złocisty trunek, którego cena, choć wcale nie niska, nie przyprawiała o zawrót głowy. Przede mną w kuflu pojawił się bursztynowy, sklarowany płyn, cieszący oko urodą, z niewielką pianą i takim też wysyceniem. Butelkowany odpowiednik powiela te cechy jedynie w kolorze, prezentując lekko zmętniały płyn o nad wyraz obfitej pianie i dość potężnym wysyceniu. Lana wersja została wyposażona w chmielowy zapach z ziołowym tłem, w wersji butelkowej, te aromaty występują nieco mniej intensywnie. W obu przypadkach słód bardzo delikatny i "panoramiczny", czyli stanowiący szerokie tło dla tego, co w tym stylu charakterystyczne: dość dużej dawki głębokiej goryczki, która jednak nie jest zbyt nachalna. Charakterystyczne dla amerykańskiego cytrusowo, żywiczne nuty, w przypadku P.I.P.Y schodzą na odległy plan, bardziej eksponując goryczkę jako taką, a aromat jedynie sygnalizując. Takie rozwiązanie przybliża ten trunek bardziej do wyspiarskiej rodziny niźli tryskających żywotnością amerykańskich kuzynów, pomimo - jak zaznaczył producent - użycia amerykańskich odmian chmielu. To kolejny przedstawiciel czeskich IPA próbujący zachować europejski profil (Jubiler Amber IPA)

Wersja butelkowa w odróżnieniu od beczkowej siostry, naznaczona została niezbyt szczęśliwą kwaśnością, która siłą rzeczy obniża końcową ocenę, a została sprowokowana być może na zbliżający się termin przydatności do spożycia. Niemniej jednak do końca wyznaczonego jej czasu jeszcze trochę zostało, więc takich mankamentów piwo mieć nie powinno.

Permon IPA to całkiem udany specjał, zwłaszcza w wersji lanej i śmiało mogę go polecić entuzjastom brytyjskich trunków. Do tego niebanalna etykieta i aura egzotyki pośród morza pilznera lejącego się w tysiącach czeskich gospód. Piwo niemal sesyjne stworzone w celu alternatywnej pubowej degustacji przez cały wieczór. Sprzyja temu niewysoki ekstrakt (jak na styl) 14 stopni Blg i akceptowalna w takich przypadkach zawartość alkoholu. Smacznego!
5.7 vol / B+ (butelka B)

środa, 31 października 2012

Black Hawk Nomad

Black Hawk Nomad to drugi przedstawiciel z czeskiego browaru kontraktowego, uwarzony w stylu ciemnej IPA i chmielony amerykańskimi chmielami. Mówiąc krótko stylowy oksymoron czyli Black AIPA. Z etykiety spoziera w naszym kierunku jastrząb jakby chciał oznajmić wszem i wobec, że nie będzie łatwo, a kompromisy to sobie wsadźcie w.... Ale czy może być inaczej jeśli ojcami chrzestnymi piwa są prascy gracze futbolu amerykańskiego?

Po przelaniu do kufla oczom ukazuje się całkowicie czarny płyn z obfitą ,jasno brązową pianą, z całych sił oblepiających szkło i niesłychanie długo utrzymującą się na powierzchni. Zapach sosnowy, żywiczny i cytrusowy w czym zasługa chmielu Citra, Columbus i Centennial. 17- procentowy ekstrakt siłą rzeczy niesie ze sobą treściwość i jest to jedna z cech charakterystycznych piwa. Nie jest jednak ona męcząca, wydaje się świetnie równoważyć potężny chmiel, który piwowarzy zafundowali nam nie bacząc na jakiekolwiek utyskiwania. Róg chmielowej obfitości  w początkowej fazie zdecydowanie dominuje, ale gdy pierwsze wrażenie opada, ujawniają się nam dodatkowe i trochę niespodziewane atuty - całkiem udana i pełna słodowość, z minimalną nutą palonego zboża. Jednak to oczywiście goryczka wiedzie zdecydowany prym, dudniąc na długo w bukiecie, atakując początkowo iglastym aromatem by niemal nieskończenie wybrzmiewać w twardym, męskim finiszu odnoszącym się wprost do grapefruitowych pestek. Przy okazji swojej sytości jest to trunek niezwykle pijalny - choć trudno nazwać go sesyjnym ze względu na wysoki voltaż podporządkowujący zmysły niemal po pierwszym łyku - mimo to bez zbędnego wysiłku kilku twardzielom uda się spędzić przy nim miłe popołudnie po przegranym meczu :).

Black Hawk to całkiem udana receptura, w całej swej istocie odwołująca się do jankeskiej stanowczości charakteryzującej tamtejszy chmiel i akcentująca kojące i rozleniwiające właściwości słodu. Porównując jastrzębia do swobodnego jeźdźca, drapieżnik wygrywa bezkompromisowością i surowością amerykańskich lasów porośniętych bezkreśnie sosnami, świerkami, czy też modrzewiami. Zazwyczaj łatwiej je przemierzyć na skrzydłach niż chopperem. Polecam koneserom męskich (jakże nie lubię tego zwrotu) trunków. Uwaga! co słabsze konstytucje mogą już po pierwszym kuflu oddać się błogiemu uspokojeniu, wywołanemu przez obezwładniający alkohol.
6.8 vol / B+

poniedziałek, 8 października 2012

Raptor / California Pivovar Matuška


Pivovar Matuška to jeden z najbardziej "gorących" i komentowanych minibrowarów u naszych południowych sąsiadów. Sam byłem świadkiem jak praski piwosz zachwalał produkty browaru swemu amerykańskiemu znajomemu krzycząc na całą gospodę, że Matuška jest "the best". Ile w tym prawdy, a ile dobrze prowadzonej promocji, każdy powinien ocenić sam. Niemniej jednak piwa ze wsi Broumy rozlewane są do charakterystycznych butelek o pojemności 0.7 litra (równolegle także w mniejszych), a zdobią je etykiety znacznie odróżniające się od konkurencji. I chociaż w moim odczuciu i odbiorze bardziej przypominają opakowanie wiejskiego mleka, nie można im zarzucić braku rozpoznawalności. Sam przybytek powstał bardzo niedawno, bo w roku 2009, a został ufundowany w sercu Czech, na terenie chronionego parku krajobrazowego Křivoklátsko. Każdego kto chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o tym terenie (a z pewnością warto, gdyż jest to miejsce uznawane za perłę czeskiego krajobrazu) i przy okazji zapoznać się z jedną z najpiękniejszych czeskich powieści, odsyłam do "Śmierci pięknych saren" autorstwa Oty Pavela.

piątek, 5 października 2012

Falkon AIPA

Falkon to wzorem duńskiego Mikkellera browar bez browaru zainicjowany przez pewnego czeskiego piwosza. Oto co pisze on w deklaracji fundacyjnej, krótkim manifeście przedsięwzięcia: Falkon to projekt pewnego bezimiennego entuzjasty piwa, który jest niezadowolony ze stanu kultury piwa w naszym kraju. Potem następuje krótka krytyka pilznerowej monokultury piwnej u naszych czeskich sąsiadów i zapowiedź piwowarskiej edukacji. Nic oryginalnego, większości kontraktowcom przyświecają podobne cele. Ten wyrzut zaskakuje jednak w kontekście Czechów, narodu uznawanego za wychowanych na piwie. Pomyślcie jaki ugór Bezimienny zastałby u nas.

Zapach żywiczny, przypomina sosnowy las chwilę po letniej burzy lub w momencie wycinki sosny. Ten drzewny wtręt wydaje się charakterystyczny dla naszego dzisiejszego bohatera. Kolor klasycznie bursztynowy, płyn niemal klarowny, czyli w tym przypadku, "niemal" oznacza zaledwie upalną mgiełkę, tuż za progiem przemysłowej klarowności. Piana średnia, wysycenie podobnie. Drobnoziarnisty kożuszek z całych sił przylega do powierzchni i nie chce go puścić za żadne skarby świata, znacząc misterne ślady na szkle, wraz z ubywaniem płynu. Pierwszy łyk i już wiadomo, że owe 82 IBU z etykiety nie zostało napisane na pokaz. Goryczka jak to w tym stylu dominuje, atakując zmysły żywicą drzew iglastych, cytrusami, trawą, ulotnymi, korzennymi nutami i dzikimi kwiatami. i do tego cały czas obecne sosnowe wióry (nie wiem czemu się ich tak uczepiłem, ale będąc dzieciakiem kiedyś w lesie, lizałem świeżo ściętą sosnę i żułem ścinki. a to połączenie drzewa z żywicą stanęło mi przed zmysłami w czasie degustacji czeskiego piwa). Zasługa to oczywiście amerykańskich odmian chmielu: columbus, chinook, cascade, które zostały użyte do uwarzenia Falkona. Chmiel i goryczka to jedno w AIPA a drugie to oczywiście słód. W tym przypadku mamy go niewiele i jest on mało treściwy, choć pod tym parasolem chmielowym można go bez trudu odnaleźć. Nie zaszkodziłoby nadać mu nieco wyrazistości i owocowości. Finisz zawodzi - choć jest głęboki - takie można się spodziewać po ilości użytego chmielu - trwa zbyt krótko, a iglasta bujność, ten las ciemny, powinien wybrzmiewać znacznie dłużej. Ekstrakt trunku to 14.5 Blg, a więc stosunkowo niewiele jak na amerykańską wersję IPA. Ma to oczywiście przełożenie w treściwości i koniec końców w nieco rachitycznym słodzie.
W związku z tymi parametrami piwo w zasadzie jest sesyjne, choć podwyższona zawartość alkoholu i duże IBU może znacząco wpłynąć (obiektywnie) na długodystansowość degustatora skazanego tylko na Falkona. Wydobycie ciekawej "drzewnej" nuty należy zaliczyć na plus, brak bardziej zdecydowanego słodu na minus. Plus z minusem podobno się znoszą. Mamy zatem B.
6.3 vol / B

niedziela, 2 września 2012

Jubiler Amber IPA

Czeski rynek piwny nie należy do wybitnie zróżnicowanych. Można o nim powiedzieć, że jest potężny, z tradycjami, obfitujący w znakomite piwa, ale wszystkie te terminy dotyczą właściwie jednego stylu - pilznera. To on króluje na półkach sklepowych iw gospodach. Jasne z pianką można czasami zastąpić piwem ciemnym lub w mniejszym wyborze, pszenicznym. Klasyczne brytyjskie ale są dostępne jedynie w asortymencie nielicznych browarów, jak np. Kocura, który ufundowany jakby na przekór czeskiej tradycji, skupił się na wszystkich stylach oprócz klasycznego pilznera.

Dzisiaj jednak przyjdzie mi degustować takie nietypowe na czeskim rynku piwo. Jubiler Amber IPA rozlano do nietypowej butelki - przezroczystej i o amerykańskiej pojemności 0,355 litra. Jednakże oprócz tej cechy, piwo w niczym nie przypomina trunków z Nowego Świata, ale o tym za chwilę. Do uwarzenia Jubilera użyto 7 rodzajów słodu: czeski, monachijski, wiedeński, karmelowy, Caramünch, Carared i barwiący i nachmielono 4 rodzajami chmielu: Kazbek, Cascade, Chinook, Premiant. Etykieta niestety nie należy do najbardziej udanych. Bardziej przypomina prowincjonalną oranżadę próbującą nawiązać do głównego nurtu napojów gazowanych. A szkoda bo wprowadzając na rynek tradycyjnie opanowany przez pilznery produkt nie odwołujący się do żadnych tradycji, można było się pokusić właściwie o o dowolną oprawę graficzną, nie ulegając żadnym przyzwyczajeniom.

Otwieramy.

Zapach mocno orzeźwiający, kwaskowy, lekko chmielowy i minimalnie słodowy. Kolor miedziany, wysycenie odpowiednie, piana średniej grubości, trwała.

Początkowo dobijają się do nas niewielkie nuty słodowe, które natychmiast przykrywane są potężną, głęboką goryczką. Nie ma tutaj oszałamiającej feerii aromatów cytrusowych i żywicznych, choć w recepturze jak wymieniłem powyżej znajdują się wyposażone w te właśnie atrybuty chmiele amerykańskie. Może jest to świadomy zamysł piwowarów by nie ulegać szalonej modzie na amerykańskie odmiany IPA, a może przywiązanie do klasycznych europejskich wartości. Na marginesie warto zaznaczyć, że pomimo wyspiarskiego stylu,piwo nie zatraciło czeskiego charakteru. Zatem goryczka jest ziołowa, lekko ziemista i trawiasta. Niespecjalnie skupiono się tutaj na owocowych nutach pozostawiając jedynie delikatne ich wybrzmiewanie w dalekim tle. Można w nim wyczuć coś na kształt jabłek. Poziom goryczki mierzony w skali IBU to 80, zatem nie ma się czego wstydzić vyskovski ale, natomiast ten ciężar goryczy wcale nie jest przygniatający, powiedziałbym bym nawet że na swój sposób uwodzi.
Duży plus za uwarzenie piwa osadzonego w europejskiej tradycji, odmiennego od kwiatowo-cytrusowo-żywicznych amerykańskich odpowiedników. W lekkim przesycie amerykańskiej mody propozycja z Vyskova jest naprawdę czymś wyjątkowym.



Warzelnia browaru w Vyskovie

Piwo jest pełne w swoim smaku, orzeźwiające, ale delikatnie przyciężkawe, co nie stanowi tutaj żadnego problemu. Ba, jest jakby dodatkową zaletą, spowalniającą, i tak przecież, szalone tempo naszego życia. Alkohol oczywiście niewyczuwalny, przyswajamy bardzo szybko - niczym w przypadku piw domowych. Podobnie szybko uchodzi on z głowy. Duże brawa.
6.0 vol / B+

środa, 1 lutego 2012

KWB India Pale Ale

Piwo z domowego browaru. Gatunek jeden z najulubieńszych czyli IPA. Zapach przyjemny słodowo-owocowo-kwiatowy z wyraźnym chmielem i nutami drożdżowymi. Po przelaniu do kufla ukazuje się nam delikatnie mętny, pomarańczowy płyn. Piana na dwa palce koloru białego, drobnoziarnista, lubiąca szkło, wysycenie średnie z bąbelkami przedzierającymi toń trunku. W smaku uderza kwiatowo-owocowy-żywiczny akord okalający istotę trunku - głęboką i mocno aromatyczną goryczkę. Choć po prawdzie trudno stwierdzić co w tej fuzji tak naprawdę dzierży prym. Wybitną wytrawność doceniamy, zwłaszcza kiedy po wielu łykach równowaga kompozycyjna nie pozwala nam faworyzować żadnego z elementów. Finisz długi i wyraźnie chmielowy, w którym pobrzmiewają morelowe nuty. Całość przyjemnie syta i młodzieńczo wyrazista, przeznaczona zarówno do degustacji jak i wspólnego, biesiadnego spędzania czasu.
Pod koniec kufla w tle zaczyna dominować owocowy słód, co w gruncie rzeczy dodaje uroku temu domowemu specjałowi.

Reasumując wyszedł bardzo udany trunek, nieźle zrównoważony i bez naleciałości, który spożywa się z przyjemnością, rozpoznając przy degustacji całkiem złożony bukiet smakowy i delektując się jego dobrodziejstwem zapominając o dość sporej mocy, która pod koniec tej niemal litrowej butelki zaczyna domagać się swoich praw :)
6.0 vol / B+

wtorek, 31 stycznia 2012

Atak Chmielu

Wstępu nie będzie, bo zainteresowani wiedzą o co w Pincie chodzi, a nie zainteresowani mają to zazwyczaj gdzieś. Browar bez browaru produkuje na wzór duńskiego Mikellera i tyle w tym temacie - przejdźmy do konkretów.

Zapach w butelce raczej słodowy, dopiero po przelaniu do kufla ujawnia swoją złożoność. mamy tutaj akcenty chmielowe, owocowe (ja wyczuwam nawet czereśnie, za którymi przepadam), cytrusowe i wyraźnie kwiatowe. Bukiet całkiem ożywczy i zapowiadający miłą degustację. Kolor miedziany, piana rachityczna. Smak to oczywiście dominacja głębokiej goryczki, chmiel jest tutaj wszechobecny i dla przeciętnego pijacza może okazać się nawet zabójczy, ale degustator doceni to nad wyraz brawurowe przyprawienie. Gdzieś w drugim planie występuje całkiem fajny słód, który chyba został trochę zaniedbany - wyraźnie owocowy i kwiatowy. Chciałoby się by ten słód choć minimalnie dłużej wybrzmiewał, lub nieco intensywniej w tym drugim tle zaznaczał swoją obecność. Nie dlatego, że Atak Chmielu jest zbyt goryczkowy, ale właśnie dlatego, że te owocowe nuty zasługują na większą uwagę. Wiele recenzji zauważa bezkompromisowe nachmielenie, które jest niepodważalne i czyni ten trunek wyjątkowym, ale warto także zwrócić uwagę na kwiatowo-owocowe nuty, dla których w tym trunku jest jeszcze miejsce, zważywszy na początkową zapowiedź. Właśnie ta dysproporcja między naprawdę świetnie zbalansowanym aromatem a trochę mniej zbalansowanym smakiem, jest przysłowiową łyżką dziegciu w beczce miodu. Ktoś powie: to nie dysproporcja, a uzupełnienie. I ma do tego prawo, ale dla mnie ta wymarzona czereśnie powinna pojawić się wyraźniej:)

Finisz trwa i trwa i trudno będzie się z nim rozstać, a to przecież lubimy najbardziej. Na etykiecie napisano, że trunek jest treściwy, ja jednak odbieram go raczej  jako lekki - oczywiście w sensie "gęstości" a nie aromatu, i to kolejny plus...

poniedziałek, 3 października 2011

Kocour Samurai

Po podróży do Pragi w mojej lodówce pojawiło się 10 nowych egzemplarzy, które oczywiście będą opisywane w miarę spożywania. Na miejscu jednak udało mi się spożyć piwo, które rozpalało moja wyobraźnię już od dłuższego czasu.

Kocour Samurai, bp o nim tu mowa, czyli IPA z maleńkiego browaru Varnsdorff  tuż przy niemieckiej granicy. Sam browar tworzą entuzjaści piwa w liczbie bodajże 5 osób, a główny piwowar nie ma kierunkowego wykształcenia i jest kobietą (to oczywiście zaleta, wystarczy spróbować przeboju z Cieszyna - Brackie Pale Ale, także skomponowane przez kobietę). Czyli się da. Zresztą w ogóle w Czechach wiele rzeczy się da bardziej niż u nas. Tutaj już od dawna się nie opłaca, nie ma sensu, "nie ma racji bytu w tej sytuacji gospodarczej" podczas gdy tam funkcjonuje i ma się dobrze. Ku uciesze obywateli, a nie garstki bankierów. Ale to inna historia.

Piwo Samurai (14 procent ekstraktu) posiada delikatny słodowy zapach i piękny złoty kolor. Piana z grubymi pęcherzykami utrzymuje się cały czas, choć należy przyznać, że jest niewielka. Wije się natomiast po ściankach kufla, tworząc fantastyczne wzory. Smak głęboki z wyraźną goryczką - chmiel najwyższej jakości podkreśla głębię tego trunku. Nuty słodowe pojawiają się w tle i konkurują z winnymi posmakami, całkiem przyjemnymi i nadającymi całości wyrafinowany charakter. Napój to orzeźwiający, kwaskowy i przy całej swej złożoności smaku zadziwiająco lekkostrawny. Gdyby jeszcze Kocour był bardziej dostępny i tańszy...
5.1 vol (prawdopodobnie) / A-
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...