Karmel, melasa, kawa, suszone śliwki - to wszystko można wyczuć zbliżając nos do niewielkiej beżowej piany leniwie przykrywającej przezroczysty, brunatny płyn. Wysycenie niewielkie bo i na próżno go szukać w tym stylu, który przesadnie nie eksponuje tego atrybutu. Kufelek stoi sobie vis-a-vis źródła światła i przez chwilę można się delektować jego dostojną formą okraszoną miedzianymi refleksami błyskającymi głęboko w toni.
Koźlak to piwo idealnie wpisujące się w styczniowe, wieczorne klimaty. Wprawdzie zima w tym roku zdecydowania przyspała, ale przez te kilka dni stara się nadrobić - z zawziętością i zaangażowaniem spóźnialskiego - temperaturowe stany. Mówić krótko - mamy mróz za oknem a piwo ma pomóc spojrzeć przychylnym okiem na zimową aurę. Początkowo wydaje się, że mamy do czynienia z treściwą formą, która jednak specjalnie nie ciąży, z czasem nawet dyskretnie się oddalając. W smaku dominuje karmel, podbarwiony wspomnianą suszoną śliwką. Co ciekawe, i będzie zahaczać to o świętokradztwo, wyraźnie na podniebieniu finiszuje smak opłatka. Tu i ówdzie można wyczuć, oleisto-mydlane tło, z która nijak nie mogę sobie poradzić, a zatem staram się ją ignorować. Zapomniałbym jeszcze o alkoholu, który zdecydowanie jest nośnikiem tych ostatnich nut smakowych. Goryczka niewielka, minimalnie wybija się w finiszu, ale w tym przypadku jest to jedynie próba zaznaczenia swojej obecności niż pełnoprawne dzierżenie wodzy smaku.
Doppelbock Kloster Scheyern to całkiem przyjemne piwo, jeśli uwzględni się wspomniane przeze mnie "rozedrgania" w recepturze. To niedostrojenie z pewnością nie pozbawia degustatora przyjemności obcowania z zimowym klasykiem, ale jednak spycha w zakamarki pamięci ogólne wrażenie. Solidne B.
7.4 vol / B
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koźlak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koźlak. Pokaż wszystkie posty
piątek, 24 stycznia 2014
piątek, 1 marca 2013
Mönchshof Maibock
Koziołek biegający po wiosennym sadzie dumnie pręży pierś. Zadowolony z nadejścia długo wyczekiwanej wiosny zwiastuje przyszłe uczty dionizyjskie wypełnione śpiewem, zabawą i alkoholem. Maibock to piwo warzone właśnie na takie okazje, dopieszczone tęsknotą za zielonymi liśćmi, promieniami słońca i śpiewającymi ptakami w koronach drzew. Trunek specjalnie przyrządzany, by wypić go właśnie w tych pierwszych ciepłych miesiącach roku, smakuje wyśmienicie, mając na względzie ponure czasy. W kuflu ukazuje się płyn w kolorze starej miedzi, idealnie sklarowany, z niewielką pianą i mniej niż średnim wysyceniem. Imponująca zawartość alkoholu może przestraszyć nieopierzonego degustatora, ale spokojnie - nie ma możliwości wykrycia jakiegokolwiek stężenia C2H5OH. Zapach słodowy, nieco winny, z nutami chleba i świeżo wysuszonej słomy. Do tego aromaty dziewiczej, nieskażonej ziemi.
Piwo wypełnia usta po same brzegi i rozpływa się leniwie na języku i podniebieniu, budząc kubki smakowe do życia. Słód dominuje w całej rozciągłości. Wyczuwamy wiśnię, suszone śliwki, ślady gruszki, nieco chleba, brzoskwini i karmelowych smaczków. Wszystko to owiane przydymioną aurą i muśnięte wiosennym ogniskiem. Goryczka dopełnia i zamyka tę orkiestrę smaków miłym finiszem, choć do zrównoważenia słodu dzieli ja przynajmniej jedna długość fikcyjnej jednostki miar.
Maibock z Monschshofa to piwo dla wszelkiej maści degustatorów i poszukiwaczy łagodnych smaków przy podwyższonej zawartości alkoholu. Ciekawa wydaje się także perspektywa spędzenia małego tête-à-tête z kuflem wypełnionym miedzianą zawartością, podczas którego będziemy mogli delektować się pełnym, złożonym smakiem. I nie będą to chwile zmarnowane. Repeta może być uciążliwa, mając na względzie woltaż i kompleksowość, ale w końcu nikt nie warzy tego specjału do hurtowego spożycia. Jeśli macie możność - próbujcie.
6.9 vol / B+
Piwo wypełnia usta po same brzegi i rozpływa się leniwie na języku i podniebieniu, budząc kubki smakowe do życia. Słód dominuje w całej rozciągłości. Wyczuwamy wiśnię, suszone śliwki, ślady gruszki, nieco chleba, brzoskwini i karmelowych smaczków. Wszystko to owiane przydymioną aurą i muśnięte wiosennym ogniskiem. Goryczka dopełnia i zamyka tę orkiestrę smaków miłym finiszem, choć do zrównoważenia słodu dzieli ja przynajmniej jedna długość fikcyjnej jednostki miar.
Maibock z Monschshofa to piwo dla wszelkiej maści degustatorów i poszukiwaczy łagodnych smaków przy podwyższonej zawartości alkoholu. Ciekawa wydaje się także perspektywa spędzenia małego tête-à-tête z kuflem wypełnionym miedzianą zawartością, podczas którego będziemy mogli delektować się pełnym, złożonym smakiem. I nie będą to chwile zmarnowane. Repeta może być uciążliwa, mając na względzie woltaż i kompleksowość, ale w końcu nikt nie warzy tego specjału do hurtowego spożycia. Jeśli macie możność - próbujcie.
6.9 vol / B+
środa, 9 stycznia 2013
Feldschlößchen Urbock
Należący onegdaj do Carlsberga browar z Drezna wrócił do macierzy i znalazł się pod skrzydłami Frankfurter Brauhaus. Co to oznacza dla drezneńskiego przybytku? Chyba niespecjalnie wiele, bardziej świadczy o kryzysie wielkich w Europie.
Przede mną butelka z solidną niemiecką etykietą, niespecjalnie wyróżniająca się spośród tłumu niemieckich piw. Niemniej jednak postać czeladnika dzierżąca dwa pokaźne kufle w dłoni, w czerwonej koszuli z wyhaftowanym emblematem "f" na piersi, budzi sympatię. Urbock to wg definicji to mocniejsza wersja stylu bock, choć w tym przypadku nie do końca mamy do czynienia z normatywnym podejściem do tematu. Wszak z łatwością możemy wskazać koźlaki o podobnej zawartości alkoholu.
Kolor ciemnej miedzi połyskujący brązowymi blikami. Piana drobnoziarnista, niewysoka choć trwała skrywa toń trunku. W zapachu dominują estry owocowe - trochę śliwki, całkiem sporo wiśni do tego nuty karmelowe i delikatny kwasek alkoholu. Piwo jest pełne i kremowe, w połączeniu z pianą wydaje się syropem zwłaszcza, że słód tutaj dyskretnie dominuje, a goryczka stanowi jedynie dopełnienie harmonii. Karmelowe aromaty są głębokie, lekka spalenizna przedostaje się do finiszu i rywalizuje tam z goryczką, ale generalnie ten finisz przebiega mimochodem i dość leniwie. W słodzie swoją obecność sygnalizuje aromatyczna wiśnia, suszona śliwka, akcenty chleba razowego i winne tło. Czyni to z drezneńskiego specjału piwo wyraziste i dedykowane do degustacji deserowej, dajmy na to przy błyskającym ogniem kominku. Wychylenie kufla nie tylko wprawi cię w dobry humor (alkoholu trochę w tym jest), ale z pewnością dodatkowo wypełni żołądek dodatkową treścią , więc na niedosyt nie będziecie narzekać.
Jeśli degustujesz w mocnych, ciemnych piwach, ten urbock przypadnie ci do gustu, dla całej reszty będzie solidną propozycją, lecz - nie wykluczam - raczej jednorazową. Zasłużone B.
7.0 vol / B
Przede mną butelka z solidną niemiecką etykietą, niespecjalnie wyróżniająca się spośród tłumu niemieckich piw. Niemniej jednak postać czeladnika dzierżąca dwa pokaźne kufle w dłoni, w czerwonej koszuli z wyhaftowanym emblematem "f" na piersi, budzi sympatię. Urbock to wg definicji to mocniejsza wersja stylu bock, choć w tym przypadku nie do końca mamy do czynienia z normatywnym podejściem do tematu. Wszak z łatwością możemy wskazać koźlaki o podobnej zawartości alkoholu.
Kolor ciemnej miedzi połyskujący brązowymi blikami. Piana drobnoziarnista, niewysoka choć trwała skrywa toń trunku. W zapachu dominują estry owocowe - trochę śliwki, całkiem sporo wiśni do tego nuty karmelowe i delikatny kwasek alkoholu. Piwo jest pełne i kremowe, w połączeniu z pianą wydaje się syropem zwłaszcza, że słód tutaj dyskretnie dominuje, a goryczka stanowi jedynie dopełnienie harmonii. Karmelowe aromaty są głębokie, lekka spalenizna przedostaje się do finiszu i rywalizuje tam z goryczką, ale generalnie ten finisz przebiega mimochodem i dość leniwie. W słodzie swoją obecność sygnalizuje aromatyczna wiśnia, suszona śliwka, akcenty chleba razowego i winne tło. Czyni to z drezneńskiego specjału piwo wyraziste i dedykowane do degustacji deserowej, dajmy na to przy błyskającym ogniem kominku. Wychylenie kufla nie tylko wprawi cię w dobry humor (alkoholu trochę w tym jest), ale z pewnością dodatkowo wypełni żołądek dodatkową treścią , więc na niedosyt nie będziecie narzekać.
Jeśli degustujesz w mocnych, ciemnych piwach, ten urbock przypadnie ci do gustu, dla całej reszty będzie solidną propozycją, lecz - nie wykluczam - raczej jednorazową. Zasłużone B.
7.0 vol / B
niedziela, 11 listopada 2012
Freibergisch Bockbier
Piana przyjemnie szeleści, wtórując tańczącym liściom za oknem. Trochę sobie zaszeleściła i szybciutko opadła, ale zważywszy na wysoką zawartość alkoholu nie powinno to raczej dziwić. Kolor ciemnobursztynowy, płyn sklarowany nienagannie, wysycenie poniżej średniego. Zapach ubogi, rachityczny, minimalne aromaty słodowe, na doczepkę odrobina karmelu i tyle. Smak ciekawie zbalansowany czyni z tego trunku całkiem przyswajalny napitek, a przecież alkohol wyraźnie jest wyczuwalny, co jednak w niczym nie przeszkadza w degustacji. Właściwie uzupełnia on bukiet i nieźle wtóruje pozostałym komponentom. Na początek przede wszystkim słód, ale nuty palone tudzież karmelowe stanowią istotne tło dla słodowego spektrum, później łagodna ale głęboka goryczka finiszująca całkiem długo. Trochę owocowych i winnych śladów dopełnia całość i pomimo wszechobecnego alkoholu, nasz bock zdaje się lekki niczym piórko - no może będzie to raczej pióro, ale jednak. Nieczęsto spotyka się nuty alkoholowe, bez których piwo traciło by swoje zalety. W tym przypadku tak jest i nie wiem właściwie czy to wynik specyficznego nastroju, w którym wysokie procenty stanowią świetne dopełnienie dnia, czy to bezsprzeczny walor saksońskiego trunku. Pod koniec uwydatnia się karmelowa słodycz i całkiem miłe palone, nawet wypada zaryzykować stwierdzenie:palące, przypominające klasyczne brandy, aromaty.
Wypić więcej niż butelkę byłoby zdecydowanie trudno, w przypadku niektórych ustrojów stanowiłoby to nawet działanie zahaczające o szaleństwo i mogące zakończyć się rubasznym pośpiewywaniem zapomnianych szlagierów, ale jeśli szukasz czegoś zdecydowanego by zaakcentować jakąkolwiek okazję, a mocniejsze trunki nie leżą w twojej naturze, bockbier z Freiberga będzie adekwatny i wprowadzi cię w odpowiedni nastrój. Oczywiście nie jest to piwo wybitne, raczej wypadałoby go zaliczyć do tych napitków, które albo przypadną do gustu po pierwszym łyku, albo pozostawią po sobie wiele wątpliwości. Innymi słowy: polecam ale nie gwarantuję, że degustacja ta nie będzie jednorazowa.
6.7 vol / B
Wypić więcej niż butelkę byłoby zdecydowanie trudno, w przypadku niektórych ustrojów stanowiłoby to nawet działanie zahaczające o szaleństwo i mogące zakończyć się rubasznym pośpiewywaniem zapomnianych szlagierów, ale jeśli szukasz czegoś zdecydowanego by zaakcentować jakąkolwiek okazję, a mocniejsze trunki nie leżą w twojej naturze, bockbier z Freiberga będzie adekwatny i wprowadzi cię w odpowiedni nastrój. Oczywiście nie jest to piwo wybitne, raczej wypadałoby go zaliczyć do tych napitków, które albo przypadną do gustu po pierwszym łyku, albo pozostawią po sobie wiele wątpliwości. Innymi słowy: polecam ale nie gwarantuję, że degustacja ta nie będzie jednorazowa.
6.7 vol / B
wtorek, 24 stycznia 2012
Aecht Schlenkerla Eiche Doppelbock
No i znowu piwo wędzone, tym razem ciężka artyleria wprost z Bamberga. Piana niewidoczna, co zrozumiałe przy trunku o takiej zawartości alkoholu. Wysycenie niewysokie, kolor idealnie miedziany. Jeśli ktoś się spodziewa skomasowanego ataku nut dymionego słodu na zmysły, choćby z racji tej, że w kuflu skrzy się doppelbock, zapewne się rozczaruje. W zapachu delikatne akcenty wędzone wsparte są w drugiej linii nutami kwaskowymi. Pierwszy łyk i po naszym przełyku spływa cudownie aksamitny płyn, mistrzowsko zestawiony, by doprowadzić nasze kubki smakowe do niemałego szaleństwa. Wędzony słód jest delikatny, nienachalnie przebija się ponad całość, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że czyni to dyskretnie niczym angielski dżentelmen. W piwie wyczuwamy ponadto słodowe aromaty, urozmaicone winnymi śladami, czuć także suszone owoce i orzeźwiający kwasek. Do tego głęboka, ale zbalansowana goryczka. Finisz długi, w którym dominuje oczywiście wędzony aromat i świeży chmiel. Alkoholu wyczuć się nie da i jest to zapewne tajemnica bawarskich piwowarów, której nigdy nie zgłębię - 8% i nic...
Wrażenie ogólne mocno zaskakujące. Pomimo zapowiadanego i spodziewanego przyciężkiego trunku, będącego wynikiem wędzenia słodu i wysokiej zawartości alkoholu, mamy trunek całkiem lekki, niemal delikatny, zważywszy na powyższe, ale nawet nie biorąc ich pod uwagę, jego aksamitność broni się całkiem sprawnie. Nie będzie to piwo na upały, ale na degustacje, desery i biesiadowanie przy kominku nada się idealnie. Ile można go wypić? Ile wytrzyma głowa :). Proszę Państwa zasłużona najwyższa nota (podobnie jak u bliskiego kuzyna).
8.0 vol / A
Wrażenie ogólne mocno zaskakujące. Pomimo zapowiadanego i spodziewanego przyciężkiego trunku, będącego wynikiem wędzenia słodu i wysokiej zawartości alkoholu, mamy trunek całkiem lekki, niemal delikatny, zważywszy na powyższe, ale nawet nie biorąc ich pod uwagę, jego aksamitność broni się całkiem sprawnie. Nie będzie to piwo na upały, ale na degustacje, desery i biesiadowanie przy kominku nada się idealnie. Ile można go wypić? Ile wytrzyma głowa :). Proszę Państwa zasłużona najwyższa nota (podobnie jak u bliskiego kuzyna).
8.0 vol / A
środa, 11 stycznia 2012
Weiherer Bock
Bock nie należy do moich ulubionych gatunków, dlatego z lekką niepewnością sięgnąłem po produkt browaru Kundmiller. Już przelewając trunek do kufla nieco się zdziwiłem kolorem płynu, który niewiele różni się od klasycznego hellesa, no może jest bardziej bursztynowy (na stronie browaru można wyczytać, że to klasyczny niemiecki helles bock). Do tego dość mocne wysycenie i piana w kolorze białym. Zapach także lekko aromatyczno słodowo chmielowy. Czy to wszystko zapowiada klasycznego bocka? Smak to dominacja goryczki z lekkim maślanym tłem oraz słód dokonujący inwazji z drugiego szeregu. Finisz to już zdecydowana wygrana głębokiego chmielu, a słód jedynie w odległym tle echem zaznacza swoją obecność. Chwilami daje się wyczuć minimalne owocowo-winne nuty. Jak dla degustatora nieprzepadającego za bockiem, muszę przyznać że takie radosne i niedogmatyczne podejście do gatunku, sprawia mi o wiele większą frajdę niż akademickie testowanie wzorca. Dla kronikarskiej rzetelności: etykieta równie nieciekawa jak u braci, napis "Weiherer" w koszmarnym kroju. Nie zmienia to jednak oceny piwa, które spokojnie można wypić i na biesiadzie i w celach degustacyjno-smakowych.
6.6 vol / B+
6.6 vol / B+
niedziela, 27 listopada 2011
Aecht Schlenkerla Rauchbier Urbock
Kolejny "wędzak"wprost z Bamberga. Tym razem ciemny jak smoła urbock. W zapachu oczywiście dominuje wędzony słód, ale nie jest on tak intensywny jak u opisywanego poprzednio trunku. Wysycenie niewielkie, piany także jak na lekarstwo. W końcu jest to piwo dość mocne, choć tych 6.5 vol w aromacie się nie wyczuwa. Najpierw moczymy usta i czujemy niezwykle przyjemną słodycz, wtedy nabieramy porcje na nasze podniebienie i zaczyna się niezwykła zabawa. Najpierw czujemy przez krótki moment głęboką goryczkę, która natychmiast ustępuje wędzonemu słodowi by tuż przed finiszem powrócić. W długim finiszu wybrzmiewa najwyższej jakości słód. Do tego kwaskowe posmaki, a i winne również można znaleźć. Świetnie to wszystko zestawione z najwyższym piwowarskim kunsztem i tradycją.
Jak w przypadku całego gatunku, nie każdemu "wędzak" do gustu przypadnie, ale w swojej klasie to mistrzostwo świata. Piwo świetne na wieczorną degustację i wspaniałe na deser każdego posiłku. Trudno nie docenić świetnej receptury, jakości składników i zamiłowania do tradycji.
Opakowanie euro z charakterystyczną etykietą zawierającą gotyckie liternictwo, dopełnia reszty. Dla fanów pewne A, dla całej przyzwoitej reszty B+ to minimum.
6.5 vol / A
Jak w przypadku całego gatunku, nie każdemu "wędzak" do gustu przypadnie, ale w swojej klasie to mistrzostwo świata. Piwo świetne na wieczorną degustację i wspaniałe na deser każdego posiłku. Trudno nie docenić świetnej receptury, jakości składników i zamiłowania do tradycji.
Opakowanie euro z charakterystyczną etykietą zawierającą gotyckie liternictwo, dopełnia reszty. Dla fanów pewne A, dla całej przyzwoitej reszty B+ to minimum.
6.5 vol / A
niedziela, 16 października 2011
Cornelius Koźlak
Koźlaki to wspaniałe piwa nie tylko na długie i chłodne jesienne wieczory czy zimowe popołudnia. Dobry koźlak pasuje do każdej pory roku i nawet w upalne, letnie dni będzie smakował wyjątkowo.
Bock Corneliusa ma prawidłową barwę, ciemnorubinową, zapach palonego słodu i jesiennego wiatru. Piana w kolorze ecru nie utrzymuje się długo, ale jej fragmenty dzielnie towarzyszą nam do samego dna kufla. Smak w tym piwie jest wyjątkowo orzeźwiający, nawet kwaskowaty jakby bąbelki gazu lekko drażniły język. Do tego palony słód i winne posmaki. W tle gdzieś daleko, ale bardzo daleko czekolada i kawa. Brakuje nieco chmielu, ale... no właśnie te rzekome bąbelki tańczące na języku okazują się delikatnym chmielem. Jednakże, za mało tego jest, do pełni szczęścia brakuje też wyraźniejszej czekolady. Jeszcze trzeba głośno zarzucić temu trunkowi nieco zbyt dużą ilość karmelu. W ogóle rekapitulując jest to koźlak dość nietypowy, lekko eksperymentujący, próbujący przyzwyczaić nasze siermiężne, polskie podniebienia do czegoś innego niż lager. Czy to się udało? Jak zwykle trzeba odpowiedzieć nieelegancko: połowicznie. Takie zabawy kończą się niestety tak, że amatorów trochę odstraszają a adeptów niekoniecznie przekonują. Niemniej jednak piotrkowski browar utwierdza nas w przekonaniu, że ma potencjał wytwarzania dobrych jakościowo piw, który gdzieś w pogoni za sprzedażą rozmywa się w niezdecydowaniu. Z łatwością jestem sobie w stanie wyobrazić piwoszy pierwszy raz stykających się z koźlakiem i mówiącym przy tym piwie: koźlak to jet to.
Minus niestety za butelkę - bezzwrotna. Ten kształt w ogóle w Polsce taki jest - ale te większe chociaż można wymienić w Czechach, natomiast te mniejsze tylko do kosza.... Ale plus za ładny dedykowany kapsel.
6.5 vol / B
Bock Corneliusa ma prawidłową barwę, ciemnorubinową, zapach palonego słodu i jesiennego wiatru. Piana w kolorze ecru nie utrzymuje się długo, ale jej fragmenty dzielnie towarzyszą nam do samego dna kufla. Smak w tym piwie jest wyjątkowo orzeźwiający, nawet kwaskowaty jakby bąbelki gazu lekko drażniły język. Do tego palony słód i winne posmaki. W tle gdzieś daleko, ale bardzo daleko czekolada i kawa. Brakuje nieco chmielu, ale... no właśnie te rzekome bąbelki tańczące na języku okazują się delikatnym chmielem. Jednakże, za mało tego jest, do pełni szczęścia brakuje też wyraźniejszej czekolady. Jeszcze trzeba głośno zarzucić temu trunkowi nieco zbyt dużą ilość karmelu. W ogóle rekapitulując jest to koźlak dość nietypowy, lekko eksperymentujący, próbujący przyzwyczaić nasze siermiężne, polskie podniebienia do czegoś innego niż lager. Czy to się udało? Jak zwykle trzeba odpowiedzieć nieelegancko: połowicznie. Takie zabawy kończą się niestety tak, że amatorów trochę odstraszają a adeptów niekoniecznie przekonują. Niemniej jednak piotrkowski browar utwierdza nas w przekonaniu, że ma potencjał wytwarzania dobrych jakościowo piw, który gdzieś w pogoni za sprzedażą rozmywa się w niezdecydowaniu. Z łatwością jestem sobie w stanie wyobrazić piwoszy pierwszy raz stykających się z koźlakiem i mówiącym przy tym piwie: koźlak to jet to.
Minus niestety za butelkę - bezzwrotna. Ten kształt w ogóle w Polsce taki jest - ale te większe chociaż można wymienić w Czechach, natomiast te mniejsze tylko do kosza.... Ale plus za ładny dedykowany kapsel.
6.5 vol / B
wtorek, 27 września 2011
Lübzer Bock
Kolejny koźlak z dolnej szuflady lodówki. Zapach karmelowy z winnymi aromatami. Po nalaniu do kufla piany jak na lekarstwo, wysycenie także niewielkie, a kolor ciemnobursztynowy. Smak całkiem wyrazisty, lekko przy tym orzeźwiający i zadziwiająco lekki. Królują typowe dla koźlaka nuty palonego słodu i kwaskowe, alkoholowe posmaki, ale całkiem przyjemne nadające trunkowi pożądany charakter. Ponadto da się wyczuć aromatyczny chmiel. Wszystko to tworzy bardzo wytrawną jakość, choć nazbyt może płaską w ogólnym wrażeniu. Nie jest to pierwsza liga koźlaków, ale góra tabeli w szeregu zaplecza (używając sportowych przenośni) - już tak. Opakowanie po niemiecku adekwatne. Stonowane, przyjemne i z całych sił próbujące nie być ekstrawaganckie. Jeśli w okolicy nie ma innych koźlaków, a akurat musisz ten gatunek wypić, można brać.
7.0 vol / B-
7.0 vol / B-
piątek, 23 września 2011
Einsiedler Doppelbock
To piwo długo leżało w lodówce. Zakupione w wakacje w czasie podróży po Niemczech, cierpliwie stało, strasząc mnie swoja mocą. W końcu nadszedł długi wieczór i zabrałem się do degustacji. Do kufla popłynął ciemnorubinowy płyn, całkowicie przypisany swojemu gatunkowi. Wytworzyła się ładna brązowa piana, która niestety szybko opadła, ale to zasługa wysokiego woltażu. Zapach delikatny, palony karmel i wyczuwalny chmiel oraz winne aromaty - całkiem przyjemnie się to wszystko zapowiada. Smak lekko kremowy, niemal aksamitny i całkiem przy tym lekki, słodkawy zupełnie gładki jak tafla stołu - nietypowy to objaw dla koźlaka. Ten brak agresji ma w sobie wiele uroku. Całość solidnie zrównoważona z bardzo ciekawym słodem i karmelem oraz delikatnym chmielem w odwodzie. Do tego akcenty czekoladowe i winne. W połączęniu z ową gładkością sprawia to nieodparte wrażenie jakby ten koźlak spowinowacony był z irlandzkim stoutem. Alkohol wkomponowany w to wszystko całkiem udanie i zaledwie lekko wyczuwalny, w taki sposób w jaki chce się wyczuwać jałowiec w jałowcowej kiełbasie . Bardzo porządny bock, świetny w odbiorze i degustacji, nie tylko na długie zimne wieczory.
7.8 vol / B+
7.8 vol / B+
wtorek, 16 sierpnia 2011
Rostocker Bock Dunkel
Brat bliźniak piwa Bock Hell. Nawet zawartość alkoholu identyczna. Zapach palonego słodu, wysycenie średnie, piana również. Smak karmelowy i wyraźny aromatyczny chmiel na podniebieniu. Wszystko zatem takie samo jak w piwie bliźniaku. Być może jedyną różnicą pozwalającą uniknąć pomyłki (oprócz oczywiście barwy trunku) jest kolor dominujący na etykiecie i kapslu. Nie pozostaje nic innego jak piwo polecić do degustacji i obdarzyć go oceną w okolicy solidnego B.
6.9 vol / B
6.9 vol / B
Rostocker Bock Hell
Zapach palonego słodu i jasny kolor. Koźlak? Oczywiście. Wysycenie średnie i taka piana. W smaku dominuje palony słód oraz akcenty chmielowe na podniebieniu. Piwo niezłe do celów degustacyjnych i nawet na biesiady, choć należy uważać na dużą dawkę alkoholu, który jednak nie jest wyczuwalny w trunku. Stąd możliwa zdradliwa konsekwencja większego spożycia. Niemniej jednak piwo bardzo solidne w typie północno-niemieckim. Nie ma co ukrywać, że przede wszystkim przeznaczone i stworzone dla amatorów piw ciemnych. Nie ma tutaj szaleństw smakowych, raczej ciążenie w stronę wzorca. Po prostu solidne B.
6.9 vol / B
6.9 vol / B
niedziela, 6 marca 2011
Gniewosz Koźlak
Aromat palonego karmelu, delikatne słodowe akcenty, chmiel w posmaku i dużo wody. Tak pokrótce można scharakteryzować ten produkt. Jak na koźlaka jest zadziwiająco lekki, rozwodniony niemal. Ale dla rozpoczynających przygodę z piwami innymi niż lager idealny gdyż nie odstraszy od nowych smaków. Dla koneserów będzie to jednak porażka wynikająca z niedopracowanej receptury tudzież niskiej jakosci składników. Poza tym można go spożyć w większych ilościach, a moc swoją ma. Plus za tradycyjne warzenie, minus za etykiety.
6.0 vol / C+
czwartek, 3 marca 2011
Koźlak z Browaru Amber
Piwo typu Bock o świetnie zharmonizowanym aromacie. Smaczna woda, mocne, palone aromaty z delikatną nutą słodkości. W tle goryczka i bardzo delikatny chmiel. Do tego karmel i odrobinka śliwki. Szeroki smak, w którym można się zatopić i zabawić w odnajdywanie elementów łechtających przyjemnie podniebienie. Piwo wysokiej marki, do którego warto wracać.
6.5 vol / B+
Subskrybuj:
Posty (Atom)














