czwartek, 16 sierpnia 2012

Hradebni

Słyszy się - sam także często odwołuję się do tej charakterystyki - jak piwosze określają swoje oczekiwania wobec klasycznego pilznera. Złocisty kolor, trwała piana, przyjemny zapach, głęboka goryczka i duża sesyjność trunku. Mało oryginalne ale maksymalnie użyteczne. Jak wiadomo pilzner czeski to piwo,  którego opis zależy od ekstraktu. Najczęściej spożywana dziesiątka stara się trzymać w ramach tego opisu dzielnie - na ile może, ale zwykliśmy jednak narzekać na jej treściwość. Dzisiaj degustujemy "desitkę", którą nie boję się nazwać mistrzowską w swoim gatunku, właśnie z uwagi na ową treściwość, której w przypadku Hradebni wiele "dvanactek" może pozazdrościć. Spełnia ona wszystkie przywołane przeze mnie na początku cechy z dużym naddatkiem. Spytać można co wpływa na tę wybitność? Nieprawdopodobnie smaczny słód idealnie zbalansowany głęboką, frywolną goryczką, która nie myśli o dominacji na siłę, choć wyznacza ramy trunku niepodważalnie. Już sam zapach niebiańsko słodowy z nutami chmielu i śladowych drożdży zapowiada tę niepoślednią ucztę. W pierwszej fazie uderza owa anielska goryczka, by natychmiast paść w objęcia słodu. W finiszu echo goryczki pobrzmiewa bardzo długo. Nieco powyżej 4 procent alkoholu czyni z tego trunku zjawisko wybitnie powszednie i sesyjne, a jego świetnie zestawiona receptura nie pozwoli się znudzić zbyt szybko. Oryginalne piwo na każdą okazję. I niewątpliwie tak wysoka ocena wdawać by się mogło, powinna zawierać znacznie dłuższy opis, to ja przerywam te peany na cześć Policskiego Pivovara i wracam spiesznie do degustacji.
Nostalgiczne wspomnienia z przeszłości

Gorąco polecam bo to jeden z najznakomitszych czeskich pilznerów! Na każdą okazję - rodzinną i, że tak to ujmę, intymną. Usiąść i rozkoszować się, rozmyślając nad tym jak piwo może nas zmieniać na lepsze.
4.1 vol / A-

piątek, 10 sierpnia 2012

Zlatovar Max

Dzisiaj degustacja przaśnej "jedenastki" prosto z Opavy (prawie prosto, a jak wiadomo prawie czyni wielką różnicę). Nalezy odnotować, że to piękne morawskie miasto pozostało już tylko jakimś symbolicznym dodatkiem, reminiscencją dawnych lat, nawiązaniem do tradycji. Browar opavski został zamknięty w 2005 roku i od tego czasu pod marką Zlatovar warzono piwo w kilku miejscach. Jak widać szaleństwo własnościowe nie omija i Czechów. Zatem jesteśmy dzisiaj świadkami (w trakcie tej degustacji) ostatnich podrygów morawskiego specjału, którego tradycja kontynuowana jest już tylko w grafice opakowania.
Na etykiecie przyozdobiony bezrękawnikiem (atrybutem modnisiów po pięćdziesiątce) mężczyzna, dzierży w dłoni olbrzymi kufel spienionego płynu. Jegomość jest słusznych rozmiarów i trochę kilogramów w swoim życiu przeżył. Po przelania do kufla Zlatovar rzeczywiście formuje zacną i długotrwałą pianę, zasilaną armią ciągnących zastępami pęcherzyków. Zapach chmielowy, lekko kwaśnawy i jakby ciut  zbożowy, ale ta naleciałość nie wydaje się tutaj zbyt pożądana. Sam płyn niestety cieniutki. Można spotkać sporo "dziesiątek" bardziej treściwych od tego pilznera. W całości dominuje chmiel, ale średniogłęboki i do tego podszyty nieco mydlaną wodą. Wyraźnie czuć, że zastosowane produkty są naturalne, choć nienajlepszej jakości, jednak w finalnym wrażeniu ta oszczędność zbyt przeszkadza by chciało się powrócić do Zlatovara. Ot taki lekko zapyziały czeski browar z trudem nawiązujący do najsłynniejszych braci. Oczywiście nie ma mowy tutaj o jakimś blamażu, ale kudy tam do pierwszej ligi. Między C+ a B- (chyba jednak zbyt jestem wyrozumiały i czechofilski jednocześnie, ale co tam).
Po namyśle nota niższa, wynikająca z przeświadczenia o jednorazowej przygodzie z tym produktem.
4.6 vol / C+

piątek, 3 sierpnia 2012

Vévoda Světlý Ležák

Browar Vysoky Chlumec uraczył nas klasycznym, czeskim pilznerem, którego smak przywołuje małe prowincjonalne miasteczka ograne w czeskich filmach lat siedemdziesiątych. Nic nie poradzę, że ta małomiasteczkowość posiada swój nieskrywany urok i pociąga jak piękna pani.

Kolor trunku złoty, wysycenie wysokie, piana obfita, utrzymuje się niezwykle długo tworząc białą pokrywę na przepisowe dwa palce. Każdy łyk odkrywa przede mną nową postać z czeskiej kultury. Widzę Ota Pavlę łapiącego pstrągi, słyszę Bedricha Smetanę płynącego ponad polami usianymi zbożem pośród łagodnych wzgórz. Mignął mi gdzieś podchmielony Hasek, a Rudolf Hrusinsky jak żywo rozprawia w swoim wywodzie na temat prawidłowej temperatury pilznera.

Tego wszystkiego doświadczam pijąc Vevodę z przymkniętymi oczyma i delektując się tym co wytworzyła ta półlitrowa butelka w mojej wyobraźni. Należy zaznaczyć, że piwo smakuje jakby było nalane wprost z kija, co już na początku stanowi zdecydowany plus, gdyż z reguły piwa butelkowe wymagają pewnej korekty związanej z oceną na tle ich odpowiedników rozprowadzanych w KEGach. Napisać, że Vevoda to klasyczny smak pilznera, to nic nie napisać, zważywszy choćby na powyższy pochwalny wywód.

Odnotować z przyzwoitości należy, że mamy tutaj wspaniały słód zrównoważony głęboką i urzekającą goryczką  z czeskiego Żateca, która w finiszu trwa nieskończenie długo. Nie wiem czy uległem czeskiej magii, ale dzisiaj Vevoda to dla mnie prawdziwy piwny bohater - bliski wzorca bohemski pilzner, który nie zaskakując niczym nadzwyczajnym, urzeka jakością i tradycją. W swojej klasie ścisła czołówka. Dlatego zaszaleję w ocenie.
4.5 vol / A-

środa, 1 sierpnia 2012

Chodovar Pašerák

Kolejna próba z piwem browaru Chodovar. Po uprzedniej próbie degustacji, niezbyt udanej i rozczarowującej, tym razem pełen optymizmu chciałbym rozpocząć ten wpis. Sympatyczny labrador z logo browaru łypie do mnie życzliwym okiem, nie pozostaje mi zatem nic innego niż rozpocząć.

Chodovar Pašerák to według informacji producenta, idealne piwo do pracy w ogrodzie i do uzupełnieniu płynów po sportowym wysiłku. Nie do końca jestem przekonany do użyteczności jakichkolwiek trunków alkoholowych w sportowym trybie życie, niemniej jednak przekaz jest jasny: Pašerák to codzienne, sesyjne piwo na każdą okazję.
Zapach przyzwoity, chmielowo-kwaskowy. Kolor idealnie złoty, raczej ciemniejszy niż u gatunkowych odpowiedników. Piana śnieżnobiała, niewielkich rozmiarów utrzymująca się długo. Wysycenie średnie, nawet nieco mniej niż średnie. Smak znakomicie zbalansowany choć z niewielkim metalicznym polotem, ujawniającym się gdzieś w tle. Niespecjalnie to przeszkadza, ale jest zauważalne. Jak na piwo lekkie, słód całkiem wyraźny i treściwy, a zrównoważenie goryczką wymierzone z mistrzowską precyzją. Goryczka głęboka i nienachalna, pierwszego sortu, oczywiście długo pobrzmiewająca w finiszu. Ten ostatni natomiast szeroki, niemal panoramiczny, jeśli można użyć takiego określenia. Pod koniec kufla posmaki metaliczne znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej, piwowarskiej warzechy.

Chodovar Pašerák to znakomite piwo w swoim gatunku. Spełnia wszystkie zadania jakie się od tego piwa wymaga. Zaspokaja pragnienie, jest dyskretne, aromatyczne i o niezbyt dużej zawartości alkoholu. Do tego śliczny, dedykowany kapsel w kolorze zielonym. W swojej lidze to A-, trzeba jednak wziąć poprawkę na ten początkowy posmaczek. Polecam na każdą okazję w dużych ilościach i.... oczywiście małych również.
4.0 vol / B+

wtorek, 31 lipca 2012

Sachsengold Landbier

Trzeba mieć wiele pewności siebie żeby piwo nazwać "saksońskie złoto" ew. "złoto Saksonii". To trochę tak jakby Tyskie nazwać "skarbem Śląska", chociaż przy megalomanii naszych koncernów jestem w sobie stosunkowo łatwo wyobrazić. Oczywiście włodarze browaru w Zwickau myśląc "złoto" brali pod uwagę zapewne jęczmień falujący na polach tego landu (patrz fragment tapety z reklamą piwa zaprezentowany obok) ale szlachetny rodowód minerału, choćby służył jedynie przenośni, do czegoś zobowiązuje.

Dzisiaj w kuflu pieni się landbier i piwo określona szlachetnym epitetem będzie naszym bohaterem wieczoru.

Kolor trunku rzeczywiście złoty, wysycenie niezłe chociaż piana opadła bardzo szybko ledwie zaznaczając małymi wysepkami na powierzchni swoja obecność. Zapach orzeźwiający słodowo-chmielowy. Landbier czyli "powszedniak" powinien cechować się nienachalnością, nawet - ujmując rzecz językiem krytyki literackiej - przezroczystością formalną. Ma zaspokajać pragnienie, towarzyszyć codziennym czynnościom i nie narzucać swojej zbędnej w tym przypadku oryginalności.  Sachsengold spełnia te zadania w stu procentach. Smak głęboko słodowy, do tego stopnia pełny, że ten element składowy stanowi jego niewątpliwy walor. To wrażenie równoważy delikatna goryczka, która wyraźniej wybrzmiewa w finiszu, choć i tutaj słód zdaje się grać pierwsze skrzypce. Dla miłośników mocno nachmielonych lagerów piwo to będzie "zniewieściałe", ale dla całej reszty spędzone z nim 10 minut należeć będzie do przyjemnych. Można by krótko powiedzieć: piwo jak piwo, nic rewelacyjnego. Jednak właśnie w tej super solidnej przeciętności wzorca tkwi siła niemieckich piw, której próżno szukać choćby u nas.
4.9 vol / B

niedziela, 29 lipca 2012

Pamiątka z Czech


Wakacyjne żniwa z terenu Czech. Trochę powtórek, nieco "pierwszaków" oraz gama klasycznych czeskich pilznerów - od vycepnych poprzez spezial po premium i export. Do tego tmave, benedyktyńskie a nawet IPA.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...