Wędzony weizen? A czemu nie, skoro mieścimy się w mieście, gdzie najwięcej browarów w Niemczech ma swoje siedziby? A poważnie Schlenkerla to browar z tradycjami, który serwuje piwne odmiany "wędzonek" od wielu już lat.
Tym razem degustuję pszeniczniaka i spodziewam się ciekawych, a nawet egzotycznych wrażeń. Zapach oczywiście wędzonki, ale jest to zapach tak charakterystyczny i indywidualny, że nawet jego niewielka ilość musi przykryć jakiekolwiek dodatkowe tło. A takie tutaj - przy odrobinie wysiłku - także da się wyczuć. Są to jakieś bananowe akcenty i delikatne cytrusy. Kolor bardzo ciemny, niemal brązowy, przy tym mętność płynu zbliżona do stawowej, dennej okolicy. Wysycenie duże, piana obfita. Smak głęboki i treściwy. Początkowo goryczka, do tego podwędzana, a następnie banany także podwędzane, ale dla wielu mogą być zbytnio w tle żeby je wyczuć po pierwszym łyku. Chwilami przebijają się suszone śliwki i jest to nieodparte wrażenie, które nadaje ton całości. Do tego wyraźne drożdżowe posmaki i psująca nieco efekt chyba niepożądana, a przynajmniej dla moich kubków smakowych niespecjalnie tutaj przystająca, kwaśnawość.
W sumie piwo wielce oryginalne, idealne do degustacji, jednak stojące odrobinę niżej w hierarchii pośród swoich bamberskich braci z browaru Schlenkerla. Ale i tak poniżej B+ zejść będzie trudno.
5.2 vol / B+
piątek, 2 grudnia 2011
czwartek, 1 grudnia 2011
Helles Schlenkerla Lager
Bawarski lager czyli helles w tradycyjnej formie i opakowaniu. Zapach bardzo przyjemny chmielowo-słodowy, aż wdziera się w nozdrza zapowiadając piwną ucztę. Kolor słomkowy, wysycenie odpowiednie, piana w najlepszym porządku. Pierwszy łyk... Wspaniale zestawiony trunek, który mógłby być wzorcem lagera. Głęboka i aromatyczna goryczka przywodzi na myśl najlepsze tradycje piwowarstwa, w tle wyrafinowany słód kręcący się na podniebieniu. DO tego leki kwasek towarzyszący każdemu łykowi. finisz bardzo długi, gdzie goryczka mężnie walczy ze słodem wygrywając niemal tę zmysłową bitwę. Przed nami piwo które na długo zapada w pamięci - świetne zarówno do degustacji oraz na upalne dni i do posiłków, do czego zapewne zostało dedykowane. Niezbyt wysoka zawartość alkoholu i Blg na poziomie 11.5 kwalifikują ten trunek do grupy raczej wodnistych. Nic bardziej mylnego! Całkowicie pełny smak i treściwa zawartość windują Schlenkerla w okolice zarezerwowane dla najwybitniejszych przedstawicieli tego gatunku.
Podsumowując: żelazna pozycja dziennej racji piwnej dla każdego zwolennika rasowego lagera.
4.3 vol / A-
Podsumowując: żelazna pozycja dziennej racji piwnej dla każdego zwolennika rasowego lagera.
4.3 vol / A-
niedziela, 27 listopada 2011
Aecht Schlenkerla Rauchbier Urbock
Kolejny "wędzak"wprost z Bamberga. Tym razem ciemny jak smoła urbock. W zapachu oczywiście dominuje wędzony słód, ale nie jest on tak intensywny jak u opisywanego poprzednio trunku. Wysycenie niewielkie, piany także jak na lekarstwo. W końcu jest to piwo dość mocne, choć tych 6.5 vol w aromacie się nie wyczuwa. Najpierw moczymy usta i czujemy niezwykle przyjemną słodycz, wtedy nabieramy porcje na nasze podniebienie i zaczyna się niezwykła zabawa. Najpierw czujemy przez krótki moment głęboką goryczkę, która natychmiast ustępuje wędzonemu słodowi by tuż przed finiszem powrócić. W długim finiszu wybrzmiewa najwyższej jakości słód. Do tego kwaskowe posmaki, a i winne również można znaleźć. Świetnie to wszystko zestawione z najwyższym piwowarskim kunsztem i tradycją.
Jak w przypadku całego gatunku, nie każdemu "wędzak" do gustu przypadnie, ale w swojej klasie to mistrzostwo świata. Piwo świetne na wieczorną degustację i wspaniałe na deser każdego posiłku. Trudno nie docenić świetnej receptury, jakości składników i zamiłowania do tradycji.
Opakowanie euro z charakterystyczną etykietą zawierającą gotyckie liternictwo, dopełnia reszty. Dla fanów pewne A, dla całej przyzwoitej reszty B+ to minimum.
6.5 vol / A
Jak w przypadku całego gatunku, nie każdemu "wędzak" do gustu przypadnie, ale w swojej klasie to mistrzostwo świata. Piwo świetne na wieczorną degustację i wspaniałe na deser każdego posiłku. Trudno nie docenić świetnej receptury, jakości składników i zamiłowania do tradycji.
Opakowanie euro z charakterystyczną etykietą zawierającą gotyckie liternictwo, dopełnia reszty. Dla fanów pewne A, dla całej przyzwoitej reszty B+ to minimum.
6.5 vol / A
czwartek, 24 listopada 2011
Spezial Rauchbier Lagerbier
Piękny kolor rubinowy, taki w rodzaju dobrze zaparzonej herbaty. Wysycenie średnie, piana niewielka. Bąbelki cały czas wąską strużką płyną ku powierzchni. Zapach... wędzonki z dalekim echem słodowym. W smaku może zaskoczyć każdego kto nie próbował wędzonego słodu. Przede wszystkim czuć tę wędzoną treść, następnie słodowe posmaki, później krystaliczną wodę i na końcu chmiel, który jednak towarzyszy każdej składowej by na końcu wybrzmieć z całą mocą. Z pewnością piwo nie dla każdego. Lekkie, ale równocześnie bardzo charakterystyczne, nie do pomylenia z żadnym innym. Szkoda że nie jadam mięsa, bo synergia tego trunku z grilowanymi żeberkami musi smakować niesamowicie. Świetnie całość zbalansowana i warto także docenić jakość użytych składników - tutaj nie ma oszczędności, wszystko na najwyższym poziomie.
Dla koneserów wędzonki będzie to mocne B+ dla pozostałych poniżej B zejść nie może. Etykieta wygląda jakby nie przechodziła plastycznego odświeżania od co najmniej 200 lat. Typowy niemiecki sznyt i liternictwo + tradycyjna butelka euro.
4.6 vol / B+
Dla koneserów wędzonki będzie to mocne B+ dla pozostałych poniżej B zejść nie może. Etykieta wygląda jakby nie przechodziła plastycznego odświeżania od co najmniej 200 lat. Typowy niemiecki sznyt i liternictwo + tradycyjna butelka euro.
4.6 vol / B+
piątek, 18 listopada 2011
Weiherer Weisse
Po pierwsze: zapach - bananowy z wyraźnymi, choć występującymi na drugim planie goździkami. Po drugie: kolor - piękny złoty, mętny i gęsty. Po trzecie: piana - całkiem wyraźna, gruboziarnista i biała jak śnieg. Wspaniale utrzymuje się przez całą degustację, tworząc do samego końca całkiem sporą pierzynkę.Wysycenie duże, bąbelki wędrują niczym kesonowy nurek ku powierzchni. Po czwarte: smak - lekki i orzeźwiający, ale warto zauważyć, że nut kwaskowych nie ma tutaj specjalnie dużo. Za to wyraźnie można wyczuć chmiel, co czyni ten trunek raczej wytrawnym. Ponadto oczywiście dominujące smaki bananowe i goździkowe. Drożdże trochę w tle, dopełniają goryczkę. Mamy więc piwo świetne na pragnienie, w którym zawartość cukru zminimalizowano do niezbędnego minimum.
Opakowanie mocno przeciętne, tym razem pozbawione niemieckiego landszaftu, ale zaopatrzone w nieodzowne kłosy pszenicy, pojawiające się tu i tam. Trunek to rześki, początkowy robiący wrażenie nieco rozwodnionego, jednak z czasem doceniamy jego walory klasycznego weizena. Solidność z nutą goryczki warto nagrodzić, z zastrzeżeniem, że doszlusowanie do najlepszych w swoim gatunku będzie wymagać jeszcze troszeczkę zaangażowania.
5.2 vol / B+
Opakowanie mocno przeciętne, tym razem pozbawione niemieckiego landszaftu, ale zaopatrzone w nieodzowne kłosy pszenicy, pojawiające się tu i tam. Trunek to rześki, początkowy robiący wrażenie nieco rozwodnionego, jednak z czasem doceniamy jego walory klasycznego weizena. Solidność z nutą goryczki warto nagrodzić, z zastrzeżeniem, że doszlusowanie do najlepszych w swoim gatunku będzie wymagać jeszcze troszeczkę zaangażowania.
5.2 vol / B+
Trybunał
Etykieta przyjemna polsko-międzywojenna, a więc ślady nieco wtórnej secesji z akwarelką w tle. Bez rewelacji, ale przecież Polak potrafi... Widziałem etykiety przy których opakowania zastępcze były szczytem designu.
Wracając do meritum - oto mamy nowy produkt z Piotrkowa. Zapach mocno słodowy, momentami można wyczuć lekki syropek. Piana obfita, utrzymuje się długo. Pierwszy łyk i zaskoczenie - głęboki słód, z elementami owocowymi, a nawet jakieś chlebowe posmaki i zbożowe, które przechodzą w czekoladę. To z pewnością zasługa słodów karmelowych, których użycie nie omieszkano zaznaczyć na etykiecie. Trochę tego za dużo i jakoś trudno mi sobie wyobrazić osuszenie kolejnych trzech butelek tego trunku. Pod koniec te zbożowe elementy nieco przygniatają całość. Goryczka pojawia się w długim i dalekim finiszu, ale za to pozostaje długo na podniebieniu, przyjemnie się na nim panosząc. Brakuje - i chyba dobrze - nut kwaskowych do których Sulimar ostatnio nas przyzwyczaił.
Mamy przed sobą trunek mocno przeciętny, któremu do wybitności daleko. Niemniej jednak degustować można i na małej imprezce można się z nim bez wstydu pokazać, choć raczej nie pod swoim nazwiskiem.
vol 6.0 / C+
Wracając do meritum - oto mamy nowy produkt z Piotrkowa. Zapach mocno słodowy, momentami można wyczuć lekki syropek. Piana obfita, utrzymuje się długo. Pierwszy łyk i zaskoczenie - głęboki słód, z elementami owocowymi, a nawet jakieś chlebowe posmaki i zbożowe, które przechodzą w czekoladę. To z pewnością zasługa słodów karmelowych, których użycie nie omieszkano zaznaczyć na etykiecie. Trochę tego za dużo i jakoś trudno mi sobie wyobrazić osuszenie kolejnych trzech butelek tego trunku. Pod koniec te zbożowe elementy nieco przygniatają całość. Goryczka pojawia się w długim i dalekim finiszu, ale za to pozostaje długo na podniebieniu, przyjemnie się na nim panosząc. Brakuje - i chyba dobrze - nut kwaskowych do których Sulimar ostatnio nas przyzwyczaił.
Mamy przed sobą trunek mocno przeciętny, któremu do wybitności daleko. Niemniej jednak degustować można i na małej imprezce można się z nim bez wstydu pokazać, choć raczej nie pod swoim nazwiskiem.
vol 6.0 / C+
Subskrybuj:
Posty (Atom)





