Miodowy kolor trunku, mocno zmętniały, niemal gęsty żeby nie powiedzieć oleisty, spoczywa sobie spokojnie w szkle. Ładnie to wygląda i nieźle pachnie. Mamy tutaj świeże banany, dojrzałe i aromatyczne, szczyptę goździków i maślane drożdże. Brak cytrusów rekompensują chlebowe, a nawet lekko winne aromaty. Piana nie imponuje i po chwili opada tworząc niewielką kołderkę. Na plus można zaliczyć jej trwałość - towarzyszy degustacji aż do samego końca.
Landweizen zadowoli wszystkich miłośników słodyczy. Jest to pszeniczniak wybitnie słodowy, a z materiału wyjściowego wyzyskano możliwie najwięcej słodkich owoców. Mamy wspaniale rozbuchane banany, które niemal przywołują przed oczy charakterystyczny kształt półksiężycowej jagody (dla niewtajemniczonych: banan to jagoda), do tego rozkwitający ananas i szczypta gruszki. Całość przyprawiona niedrażniącymi goździkami i gładkimi drożdżami. Żeby słodkość opanowała nas całkowicie należy dodać, że bez trudu rozpoznaje się miodowego ducha całości. Jakby piwowar postanowił wzorem z warzenia whisky, by dojrzewanie piwa nastąpiło w beczkach po miodzie, a wszystkie aromaty które przeniknęły do drzewa oddały swoją moc z powrotem. Goryczka niemal się nie pojawia, nawet w finiszu jakby jedynie była echem czegoś innego niż słód. Przez swój nieprzeciętny wymiar słodowy piwo jest przyzwoicie pełne w smaku i może mieć kłopoty z zaspokojeniem pragnienia w upalne dni, zważywszy że wysycenie jest jedynie na przyzwoitym poziomie. Niemniej jednak nie można przecież przykładać miary, która sprowadza trunek tylko do gaszenia pragnienia. Reasumując Landweizen od Zirndorfera to świetne piwo dla wielbicieli stylu i wszystkich chcących odmiany. Niemal A-.
5.1 vol / B+
wtorek, 20 maja 2014
środa, 7 maja 2014
Bojan Black IPA

Piana
formuje się całkiem spora i drobnoziarnista. Zdecydowanie oblepia szkło, aż do
samego dna. Zapach chlebowej skórki, palone nuty i maślany ślad, całość dość
rześko zadomawia się w nozdrzach. Kolor mocno spatynowanej miedzi nie jest
czarny, ale może to przeszkadzać jedynie kolorystycznym purystom. Pierwszy łyk
wchodzi łagodnie, nie pozostawiając niepotrzebnych posmaków. Mamy tutaj
wspomniane aromaty chlebowe, odrobinę karmelowych nut, trochę kawy – dość wyraźnie
te palone aspekty są wyczuwalne, co przyjemnie nastraja do dalszej degustacji. Nie
jest to piwo pełne, raczej o wiele mniej niźli wskazywałby ekstrakt, w
połączeniu z niskim wysyceniem pozostawia w odbieranym wachlarzu aromatów lekki
niedosyt. Goryczka średnia, długo finiszująca, ciekawie drażni kubki smakowe,
rozbudzając apetyty. Poważnym mankamentem jest brak chmielowego aromatu
charakterystycznego dla piw IPA. Przydałoby się bujne dopełnienie całości,
które można uzyskać chmieląc choćby na zimno. Szkoda, bo brak tego elementu
zdecydowanie obniża ocenę.
Niemniej jednak Bojan Black IPA nie jest piwem złym,
to produkt poprawny, osadzony w profesjonalnych ramach, pozbawiony jednak
sznytu oryginalności. Dla wielbicieli „ciemniaków” będzie to miła odmiana, dla
ortodoksów-stylistów przyczynek do długich nikomu niepotrzebnych dysput. Jeśli
masz ochotę na przełamanie rutyny, a boisz się eksperymentów Bojan nie będzie
złym wyborem. (Przeterminowanie w moim odczuciu nijak nie wpłynęło na degustację.)
6.0 vol / B
Subskrybuj:
Posty (Atom)