wtorek, 2 października 2012

Cerna Hora Granat

Właśnie zjadłem kostkę czekolady i natychmiast otworzyłem piwo, najbliższe pod ręką. Ojej! To tmavy leżak Cernej Hory. Czy mam się obawiać lekkich perturbacji smakowych i przekłamań podniebienia w odbiorze tego "ciemniaka"? Zanim rozpocznę degustację celebruję chwilę nalewania i odwlekam zmoczenie ust, by dać wybrzmieć smakołykowi. Równocześnie staram się ocenić etykietę. Stylistyka trochę chaotycznie nawiązuje do tradycji art deco, wykrój papieru osadzono w rycersko-heraldycznym fasonie. Kolorystyka nieźle zestawiona, a ukośna szarfa z nazwą browaru łamie zbyt uproszczoną symetrię. Zawsze lubiłem logo browaru z siedmioma ostrymi szczytami strzelającymi ku niebiosom i ze szczególnym sentymentem darzyłem także jego kapsle. Szkoda, że ta symbolika najlepiej wykorzystana została tylko na krawatce. Pomimo tych zastrzeżeń design Cernej Hory z pewnością wyróżnia jej produkty na półce - nie sposób je przeoczyć.

Wsadzamy nos tuż nad powierzchnię piwa. Zapach chlebowo-zbożowy uzupełniony lekko przypalanym tłem. Kolor czarny jak noc w nowiu, piana porządna i apetycznie kremowa. Trochę tego mało i zbyt mało intensywne, nie wróży najlepiej, ale przecież zapach to tylko jeden z elementów składowych całości. Dajmy szansę następnym. Niestety... Smak raczej ubogi, dryfujący w kierunku rozwodnionym. Z pewnością nie można mu zarzucić przyciężkawej atmosfery - z premedytacją jest to trunek lekki i orzeźwiający, a osiągnięta wytrawność skutecznie podbija te odczucia. Na pierwszym planie palony słód (to bardziej precyzyjne określenie niż "karmelowy słód", który w tym przypadku byłby nadużyciem), do niego równa trochę zbyt intensywny kwasek, by suma summarum wydobyć z tego związku pewną chłodną cierpkość. Z tym wrażeniem stara się trochę koślawie rywalizować goryczka. I choć nie jest zbyt głęboka, narzuca się niczym agent ubezpieczeniowy stojący w przedsionku. Ta kombinacja niewielu smaków tworzy cały bukiet, który nachalnie atakuje podniebienie. W finiszu można śladowo wyczuć kawowe smaki. Pod koniec kwasek zaczyna się "starzeć" i przemienia się w kwaśność, która do przyjemnych już nie należy.
Rekapitulując: Granat to raczej tylko jednorazowa eskapada, a podróż z nim w krainę aromatów nie można zaliczyć do udanych. Zawodzi jak wakacje w egzotycznych krajach organizowane przez bankrutujące biuro podróży. Niby jest przyjemnie, ale jak stamtąd wrócimy?


Zabudowania browaru i to co najprzyjemniejsze - fermentacja

Pivovar Cerna Hora ma w swoim katalogu wiele odmian piw i choć zdarzają mu się perełki, nie zawsze udaje mu się utrzymać wysoki poziom. W tym przypadku mamy tego wyraźne potwierdzenie. A kto oczekiwał czegoś w dobrym guście będzie musiał obejść się smakiem.
4.5 vol / C+

poniedziałek, 1 października 2012

Kout na Šumavě 12

Szumawa dzięki swojemu położeniu została najbardziej niedostępnym i dzikim obszarem mocno uprzemysłowionych i zurbanizowanych Czech. Było to ostatnie miejsce, rodzaj zesłania nawet, gdzie chciałby trafić z państwowego rozdzielnika nauczyciel w dawnych czasach (w tamtym okresie studenci musieli odpracowywać darmowe studia w placówkach wyznaczonych przez administrację). Szumawa to pasmo niewysokich gór oddzielających dwa światy zamierzchłej żelaznej kurtyny. Dla władz Czechosłowackiej Republiki stanowił on naturalny bufor, a jego niedostępność i niskie zaludnienie pomagały utrzymać w ryzach wszystkich zainteresowanych ucieczką. Tyle historycznego wstępu. Było nie było szumowski kraj jest integralną częścią Czech i nie ma oczywiście powodów by i tam nie warzono piwa.

Jednym z takich miejsc jest Kout na Šumavě, którego produkty znane są koneserom piwa w całych Czechach, mimo niewielkiej wielkości samego przybytku. Chcąc zdegustować w Pradze ten specjał można wybrać się do żiżkowskiej restauracji U Slovanské Lípy, usytuowanej tuż u wylotu podziemnego tunelu pod wzgórzem Vitkov. Lokal jednak czynny jest od godziny 16, w związku z czym ja pocałowałem klamkę, ale z degustacji nie zrezygnowałem i udało mi się wychylić dvanactke w innym miejscu, a mianowicie knajpie Zubaty Pes w dzielnicy Vrsovice. Sam lokal do najprzytulniejszych nie należy (niezbyt udane zestawienie zimnego metalu i kamienia - aż się prosi o jakieś drewniane akcenty), a i jeśli nie dysponujesz grubym portfelem niespecjalnie uda ci się tam długo zawitać.


Rekompensuje te niedogodności długa lada z 15 nalewakami i piwami, których uświadczyć trudno nawet w centrum miasta. Są tu bowiem produkty BrewDoga, Mikkellera, Nøgne Ø, a także rodzimych Matuska i Kocoura, w większości mieszczące się w stylu IPA. Jednak poza tymi specjałami można także napić się piwa z szumawskiego browaru. Dvanactka ta została uznana w swojej kategorii piwem roku 2010 na festiwalu w Brnie.


W kuflu pojawia się owiany delikatną mgiełką, będącą wynikiem braku filtracji, płyn w kolorze szlachetnego złota. Piana średniej wielkości dość szybko rozpoczęła znikanie z powierzchni, choć z lubością zostawiała ślady na szkle. Zapach słodowy z miodowym tłem, anonsuje kierunek w jakim ten trunek został poprowadzony. Będziemy mieć piwo z przewagą aromatów słodowych. I faktycznie nie ma pomyłki. Słód jest wybitny i warto się nim trochę dłużej porozkoszować, zważywszy że charakter pilznerów preferuje raczej przeciwwagę, czyli goryczkę. Ta ostatnia oczywiście występuje i tutaj, ale w charakterze gwardii przybocznej, łamie finezyjnie wszechogarniający słód. W finiszu chmielowa goryczka pozwala sobie na więcej i na równi gra swoja partię ze słodem. Świetne piwo na każdą okazję, degustację i długie posiedzenia w knajpie (choć przez brak atmosfery, raczej nie w Zubatym Psie).
12% Blg / B+

niedziela, 30 września 2012

Purkmistr Polotmavy

Purkmistr Polotmavy to piwo "angielskiego typu" jak wyraźnie informuje etykieta. I rzeczywiście kolor, aromatyczność oraz uwodząca owocowość z dużym powodzeniem nawiązuje do wyspiarskiego profilu. Z góry muszę zaznaczyć, że zakupiony przeze mnie egzemplarz był już trochę przeterminowany, co w przypadku piw niefiltrowanych i niepasteryzowanych (a z takim mamy do czynienia) zawsze jest obarczone pewnym ryzykiem zepsucia. Skusiłem się niską ceną (obniżoną, co zrozumiałe) wierząc we własne siły zdolne oddzielić ziarno od plew, które z pewnością predestynują mnie do sklecenia w miarę obiektywnej recenzji. Trzeba trochę w siebie wierzyć :)

Kolor naszego piwa przypomina piękny okaz bursztynu i jest to element warty wyróżnienia. rzadko spotyka się tak piękna barwę cieszącą oko i wykorzystującą każdy promień słońca by wyeksponować swoje walory. Wysycenie duże, choć piana niezbyt obfita. Zapach królewsko słodowy, z owocowo-wiśniową nutą. Smak orzeźwiający, słód owocowy z winnym aromatem do tego goryczka bardzo głęboka i wyraźna, nie zakłócająca jednak owocowego profilu. Całość łagodna i świetnie zestawiona. Piwo należy do grupy trunków degustacyjnych, które nie zatraciły waloru sesyjności. Bez trudu można przy polotmavym Purkmistra spędzić cały wieczór i nie odczuwać zmęczenia bukietem aromatów. Etykieta (już o tym wspominałem przy okazji Pale Ale tego browaru) prosta, ale przyjemna dla oka, odwołująca się do tradycji czeskiego wzornictwa charakterystycznego dla tamtejszych wyrobów.

Tak wygląda minibar w pivotece Base Camp, gdzie polotmave zostało zakupione

Jeśli zapragniecie sprawdzić jak smakują piwa z małych czeskich browarów, szukajcie butelki z wizerunkiem wielbłąda na etykiecie - gwarantuję nie będziecie żałować, a wrażenia z pewnością wryją się w pamięć na długi czas.

PS Pivoteka Base Camp oferuje jedynie piwa butelkowe, ale można je dodatkowo zdegustować na miejscu. Dostępne są trzy stoliki przy których z trudem zmieści się dwanaście osób, do tego jakieś trzy stojące i już mamy tłok :) Niemniej jednak warto się tam wybrać: atmosfera jest luźna i przyjemna, wybór znakomity (uważać na daty przydatności do spożycia! - chociaż pijąc na miejscu można z powodzeniem reklamować trunek, który "wyszedł"), a w telewizorze lecą stare czeskie produkcje filmowe.
4.8 vol / B+

sobota, 29 września 2012

Jubiler Mild Stout

Wielbicieli stouta nie brakuje, w końcu znany na całym świecie Guinness nie wziął się znikąd, a pracując długie lata na swoją markę i promując ten wyspiarski styl, stał się niemal ikona browarnictwa. Czy Czesi, amatorzy jasnego z pianką, także zagustują w ciemnym trunku? To pytanie zapewne nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale nieduże partie wypuszczane na rynek, w ramach serii przeznaczonych dla piwoszy, stały się już u naszych południowych sąsiadów normą. Robią to nie tylko małe browary, ale także i przemysłowe. Polska w porównaniu z tamtejszym rynkiem, zaledwie raczkuje, a nasze produkty w tym segmencie nie dość, że są produkowane przez browary kontraktowe, to jest ich jeszcze jak na lekarstwo. Dzisiejszy bohater z browaru vyskovskiego Jubiler Mild Stout reprezentuje taką serię dedykowaną degustatorom (i oczywiście każdemu innemu chcącemu się, co tu dużo pisać, napić), a przedstawiciela której przyszło nam już kiedyś na tym blogu opisywać.

Po otwarciu butelki roztoczył się naprawdę przyjemny aromat chmielu i zapowiedział wytrawną ucztę. Po chwili doszlusowały do niego lekko palone aromaty i minimalnie owocowe nuty. Po przelaniu do kufla ukazał się czarny jak szatańska smoła płyn, zwieńczony wspaniałą pianą. Kożuszek w kolorze ecru utrzymuje się cały czas i do tego znaczy wspaniałe ślady na szkle. Po pierwszym łyku wszystko jasne: zapowiedź z etykiety, gdzie tekst odwołuje się do Guinnessa, nie powstał bez kozery. Mocno wytrawny trunek cieszy podniebienie, a kremowa pianka stanowi wspaniałe zwieńczenie każdego łyka. Goryczka jest głęboka, z nawet minimalnie ostra, do tego posmaki palonego słodu zdają się jedynie dogrywać melodię a nie w niej przewodzić. Nietrudno także wyłowić smaki gorzkiej czekolady, które wspaniale spajają całość. Poza tym trochę kawy i tyle. Mogłoby być to bardziej intensywne, ale właśnie ta łagodność czyni z Jubilera piwo wyraźnie sesyjne, a sesyjność to pożądana cecha stouta. Finisz bardzo długi i wspaniale goryczkowy, w którym wyraźnie można wyczuć chmiel Fuggles.

Base Camp pivní galerie w praskiej dzielnicy Bubenec. Tutaj kupiłem Jubilera

Wyobrażam sobie jak to piwo musi smakować lane wprost z beczki, kiedy czekając przepisowe 3 minuty na zapełnienie kufla, z przyjemnością czeka się na finał barmańskiej powinności. Nie jest to oczywiście specjał rzucający na kolana, ale pozazdrościć solidności i... odwagi. Mierzenie się z legendą nie zawsze musi boleć.
4.7 vol / B+

piątek, 28 września 2012

Svijanský Weizen

Restauracja U Rokytky leży w praskiej dzielnicy Libeń. Każdy miłośnik literatury powinien skojarzyć to miejsce z Bohumilem Hrabalem, który nota bene w pobliżu tej gospody mieszkał. Po jego kamienicy został już tylko mural przypominający samą postać pisarza (oraz fragmenty prozy i ulubione koty) wyeksponowany pomiędzy parkingami tuż obok stacji metra Palmovka. W ścisłej okolicy, a naprzeciwko samego Rokytky, dumnie w niebo wznosi się komin libeńskiego browaru przywołując choć na chwilę stare czasy często opisywane w twórczości najbardziej znanego mieszkańca tej dzielnicy.

Sama restauracja należy do typowych czeskich przybytków z wszystkimi wiążącymi się z tym atrakcjami. Mamy tutaj miejscowy koloryt, niezłe jedzenie, gwarny tłumek spragniony radośnie spędzanych chwil, kelnera krążącego po sali i zabawiającego gości, karteczki z systemem kresek no i oczywiście znakomite piwo. Patronem U Rokytky jest browar Svijany i to jego produkty degustowałem owego ciepłego, jesiennego dnia w czasie pobytu w Pradze. Opisałem jeden: rzadko spotykany, dostępny bowiem jedynie w wersji lanej, Svijanský Weizen.


Fragment libeńskiego murala
Komin nieczynnego libeńskiego browaru widoczny z okien restauracji U Rokytky

Obserwacja wspomnianego komina, skróciła czas oczekiwania na piwo. Pojawiło się na stole w kilka chwil i bez zbędnych ceregieli. Zapach wybitnie bananowy z ledwo zaznaczonym cytrusowym tłem. Piana niestety lekko zawiodła - niewielka, do tego znikająca jak kamfora, a w połowie kufla nie został po niej nawet ślad. Kolor weizena jest przyjemny dla oka, złoty, a szlachetną ostrość barwy łagodzi mętność przywodząca na myśl wypełniony karpiami staw.
Nie każdy to lubi...
A to lubi każdy :)

Pierwszy łyk i już wiadomo, że mamy przed sobą trunek lekki i orzeźwiający w typie klasycznych weizenów. Na pierwszym planie bardzo wyraźne banany, uzupełnione cytrusowym tłem z ledwie zaznaczonymi lub raczej maźniętymi kremowymi drożdżami. Piwo idealnie komponuje się z letnim dniem i leniwym słonecznym wczesnym popołudniem. Zważywszy na fakt, iż styl ten nie należy do czeskich specjalności, można powiedzieć, że Svijany odrobiły lekcję bardzo porządnie. Svijanský Weizen nie jest oczywiście pozbawiony wad (choćby wspomniana piana), które raczej nie wywindują go do pierwszej ligi bawarskich odpowiedników, ale spożyte w atmosferze libeńskiej gospody wraz z odrobiną utopenca, przysporzy sporo satysfakcji. Mocne B.
28 koron / B

środa, 26 września 2012

Purkmistr Pale Ale

Browar ze stylowym wielbłądem w godle raczy swoich klientów trunkami starającymi się łączyć tradycje czeskie z angielskimi. Przynajmniej dwa piwa, które przyszło mi zdegustować, wpisują się w tę krótką charakterystykę. Dzisiaj na pierwszy ogień idzie Pale Ale, które nie tylko w smaku, ale i w nazwie wprost nawiązuje do klasycznych wzorców.

Pivovarski dvur Plzen serwuje swoje produkty sygnowane charakterystycznymi etykietami, i choć nie ma w nich przesadnej dbałości o detal, ani rezolutnej wyobraźni, ujmują bezpretensjonalnością, ilością informacji, czytelnym układem. Oprócz informacji oczywistych mamy tutaj nazwiska odpowiedzialnych sladków i zestawienie receptury. Bardzo to miłe i uczciwe.

Pale Ale to piwo o ekstrakcie 13 procentowym, którego zapach wyraźnie nawiązuje do czeskich pilznerów (to zapewne zasługa czeskich chmielów). I należy odnotować, że jest to pierwszy dowód na wspomnianą na początku ideę łączenia swojskiego z zamorskim. Kolor bursztynowy, owiany mgiełką drobin (co jest oczywiście zasługa braku filtracji), piana imponująca swoją solidnością - gruboziarnista, biała niewielkiej wysokości, ale nieprawdopodobnie trwała. Sposób w jaki oblepia szkło powinien być wzorcowy dla innych odpowiedników. Wysycenie utrafione w styl. Smak goryczkowy i łagodny zarazem. Zrazu lekko kwaśnawy by po chwili ustąpić klasycznej goryczce uzupełnionej słodowym nutom, z przewagą  - można rzec - jesiennej owocowości. Finisz bardzo długi i przyjemny, w którym wszystkie zalety zdają się echem przypominać. Czyli początkowa lekka agresywność goryczki ustępuje nieco pod naporem słodowych aromatów. Piwo ujmuje kremowością i gładkością, a ta idealnie sprawdzi się jako towarzysz pubowych biesiad tudzież bohater intymnej degustacji.

Browar w swoim portfolio ma kilkanaście różnych gatunków, choć na mapie czeskiego browarnictwa zajmuje miejsce producenta niewielkiego - w końcu to hotel i pivovar nastawiony na trochę inny rynek. Niemniej jednak ambicje tej inicjatywy wybiegają mocno w przyszłość a sposób realizacji celu zasługuje na uwagę. Jak się przekonamy przy okazji następnego piwa Purkmistr, Pale Ale nie jest jakimś szczególnym wyjątkiem. W tym pilzneńskim przybytku jakość po prostu jest normą.


 PS. Niniejszym rozpoczynam podsumowanie wypadu do Pragi gdzie udało się odwiedzić kilka znakomitych piwiarni i zakupić sporo piwowarskich perełek, wyprodukowanych przez tamtejsze niewielkie browary.
5.9 vol / A-
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...