sobota, 25 sierpnia 2012

Krakonoš Tmavé Vyčepni Pivo

Kolejny specjał z Trutnova. Krakonos tym razem prezentuje nam tmavą desitkę. Po otwarciu butelki, degustacja zaczyna się całkiem nieźle. Piana wychodzi niemal ze szkła, zapach przyjemnie pobudza zmysł węchu. Wyczuć wyraźnie można bardzo łagodny i słodkawy aromat palonego słodu, do tego nuty chmielowe i śladowy kwasek. Po przelaniu do kufla pojawia się piana w kolorze ecru, która o dziwo utrzymuje się długo w formie półcentymetrowej kołderki. Kolor ciemnobrązowy, jak na tmave piwo nie należy on do ekstremalnych, raczej ująłbym to w dwóch słowach: "ciemność zaznaczona".

Pierwszy łyk i pozytywny opis sam ciśnie się na usta. Głęboka goryczka podkreślona palonym słodem dominuje w całej rozciągłości. Dla równowagi pojawiają się karmelowe nuty, ale raczej w dalekim tle. Lekki kwasek przyjemnie szczypie w język. Piwo z Trutnova okazuje się świetną propozycją na upalne dni oraz jako dopełnienie posiłków. W tym względzie stanowi rzeczywistą alternatywę dla stworzonych do tego celu klasycznych jasnych pilznerów. Bez najmniejszego wahania poleciłbym ją znudzonemu łykaczowi jasnych z pianką. A i dla degustatora znajdzie się tutaj kilka przyjemnych, niezapomnianych chwil. Po zastanowieniu muszę przyznać obiektywnie (odrzucając na moment moje nabyte ostatnimi czasy i niewytłumaczalne uprzedzenie do piw ciemnych), że jest to jeden z najlepszych czeskich "ciemniaków". Dla amatorów piw tego gatunku, chcących umiejscowić Krakonosa na skali ocen,  mogą to być okolice A. Dla całej reszty B+ wydaje się oceną wyjściową.
3.9 vol / B+

środa, 22 sierpnia 2012

Otavský zlatý

Po otwarciu butelki do nozdrzy uderza aromat żateckiego chmielu. Po przelaniu do kufla z pustej butelki zapach nie jest już tak miły i przypomina trochę stare zboże, magazynowane w mrocznej piwnicy. Ale nie pusta butelka przyciąga przecież naszą uwagę. W kuflu pojawia się złoty, klarowny płyn z gruboziarnistą pianą. Dwucentymetrowa podusia utrzymuje się długo zasilana obfitymi bąbelkami wydobywającymi się gdzieś z toni. Otavsky zlaty to produkt browaru Strakonice, którego wyroby bardziej znane są pod nazwą Dudak. Z tego nietypowego instrumentu słynie miasto leżące na południe od Pragi, gdzie wytwarza się go ku uciesze nie tylko turystów. Samo miasto określana w przewodnikach jako niezbyt ciekawe leży nad rzeką otavą i stąd nazwa naszego dzisiaejszego bohatera. No cóż, czy miasto jest ciekawe czy nie decyduje indywidualna ocena, ale rzeczywiście oprócz browaru i dud nie ma tam nic specjalnie pociągającego. Niemniej jednak zabudowania browaru mają odrobinę tego bylejakiego uroku poprzedniej epoki, który akurat w Czechach niespecjalnie przeszkadzał w warzeniu piwa. Spójrzcie na widok ogólny browaru na fotce poniżej. Jednak żeby mieć pełny obraz tego południowoczeskiego zakątka trzeba wiedzieć, że ilośc mieszkańców Strakonic przekracza zaledwie 20 tysięcy. Nie jest to oczywiście dramat, ale raczej wskazówka (tudzież znak), że małomiasteczkowe browary naszych południowych sąsiadów mają się całkiem dobrze i produkują złoty napój aż miło. U nas większość tych przybytków została zamknięta również ku uciesze, tyle że zupełnie innej grupy...

Widok ogólny browaru Strakonice

Wracamy do Otavskiego. Smak nieźle zharmonizowany, wyraźna goryczka przechodzi w spokojny, stonowany słód, by powrócić w długim finiszu i przyjemnie łechtać nasze podniebienie. Do tego minimalne kwaskowe nuty i mamy znowu tradycyjnego czeskiego pilznera. Piwo jest niepasteryzowane, posiada nowoczesną, choć przeciętną etykietę i dedykowany kapsel. Czego chcieć więcej? Idealny produkt do spożycia sesyjnego, nie trzeba się go także wstydzić w czasie domowych posiłków, a i degustator raczej nie będzie zawiedziony. Warto wracać i pić i mieć w pamięci piwo Dudak ze Strakonic.
5.0 vol / B+

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Krakonoš Světlé Výčepní

Krakonos to seria piw z browaru w Trutnovie. Etykieta przedstawia mitycznego władcę Karkonoszy, dzierżącego w ręku oczywiście kufel spienionego pilznera. Zapewne - w przekonaniu twórców - jest to piwo z trutnovskiego browaru. Sam Krakonos, (po polsku po prostu Karkonosz) narzuca się na patrona piw z browaru w Sudetach i wcale mnie to nie dziwi, choć już etykieta do najnowocześniejszych nie należy. Po namyśle jednak stanowczo stwierdzam, że trudno byłoby uszykować modernistyczną grafikę ze swojską i nieco przaśną postacią Liczyrzepy jako centralne postaci. Byłoby to co najmniej dziwaczne.

Seria Krakonos charakteryzuje się dość mocną goryczką i stosunkowo wysokim poziomem. Nie inaczej jest z degustowaną dzisiaj "desitką".
Kolor klasycznie złoty, wysycenie do tego raczej średnie, piana obfita, lecz szybko zanikająca. Zapach przyjemny, słodowo-miodowy z komponentem chmielowym.


Smak natomiast to już niepodzielne królowanie goryczki, która nienachalnie dominuje piwo i długo wybrzmiewa w finiszu. Całość dopełnia przyjemny słód z lekko miodowym posmakiem. Udana "dziesiątka" wróży sukces na czeskim rynku - tam bowiem ten rodzaj pilznera sprzedaje się najlepiej. Oczywiście czeską specyfiką jest przywiązanie do lokalnych browarów i dlatego Krakonosa trudno spotkać gdzieś w głębi kraju, ale na swoich terenach ten władca gór ma się całkiem dobrze w starciu z dużymi koncernami. Całkiem udane piwo sesyjne, na każdą okazję i - chciałoby się powiedzieć - w każdej ilości. Bardzo solidne B, a ze względu na dobry humor nawet B+.
3.9 vol/ B+

niedziela, 19 sierpnia 2012

Postřižinská Pepinova Desítka

Czechofilom, a nawet obeznanym ze światową kulturą Bohumila Hrabala przedstawiać nie trzeba. Znakomity czeski pisarz, którego nazwisko rozsławił na całym świecie Jiri Menzel swoją adaptacją filmową powieści "Pociągi pod specjalnym nadzorem". Innym, równie znakomitym dziełem są "Postrzyżyny", rzecz o młodej rodzinie żyjącej w małym czeskim miasteczku, w cieniu tamtejszego browaru. Ową rodziną była rzeczywista familia Hrabala, a tym browarem, istniejący do dzisiaj browar Nymburk.

Korzystając z tych konotacji, władze nymburskiego zakładu postanowiły z jednej strony uczcić, a z drugiej zapewne po trochu wykorzystać dla celów marketingowych ten historyczny fakt i nazwały serię swoich piw "Postrzyżyńskie", eksponując dodatkowo wizerunek Hrabala na etykiecie. Przede mną jeden z przedstawicieli - Pepinova desitka (kto zna powieść lub przynajmniej adaptację filmową, wie że wujek Pepin to jedna z najbarwniejszych postaci hrabalowego świata). Dotychczasowe przygody z Nymburkiem to doświadczenie raczej średnio przyjemne, gdyż browar specjalizuje się w produkcji tanich piw o niskiej jakości, choć stosunek tychże do siebie jest całkiem, całkiem. Desitka trochę wpisuje się w ten trend, ale nieśmiało próbuje go przezwyciężyć. Kolor szlachetny, zamknięty z góry poprawną pianą, utrzymującą się bardzo długo w postaci białej kołderki. Wysycenie średnie, zapach kwaskowo-chmielowy. Pierwszy łyk obarczony wspomnieniami po innych produktach z Nymburka, nieco zaskakuje. Jest całkiem nieźle. Jednak w miarę ubywania płynu z kufla entuzjazm opada. Mamy tutaj mocną choć wyraźnie płytką goryczkę, pobrzmiewającą w finiszu prze krótką chwilę. Całość próbuje równoważyć trochę nijaki słód. Do tego pojawia się niezbyt wyszukana kwaśnawość (ale jeszcze nie kwaśność), która studzi degustatorski temperament.
Mural z wizerunkiem Hrabala powstały w miejscu gdzie stał dom pisarza. Dzielnica Libeń raczej nie kojarzy się z pocztówkową Pragą, eksponując swój nieco szemrany urok

Ostatnio delektowałem się jedną z najlepszych (w moim odczuciu) desitek - Hradebni - i grzechem byłoby Pepinovej dać notę powyżej B. Jest to piwo jakich wiele u naszych południowych sąsiadów, choć to produkt wyróżniający się na tle nymburskiego asortymentu. Ot taki napitek co to wypić z pięć i pomalować pokój. Czy Hrabal to do kufla wlewał? Szczerze wątpię, ale pomysł literackich odwołań i skojarzeń jest całkiem fajny.
4.1 vol / B-

Mönchshof Original Pils

Szybka degustacja - krótka recenzja. Krótka nie oznacza nieprawdziwa, naciągana, wymuszona. Postanowiłem w ramach letniego odprężenia oraz korzystając z pewnego zaufania jakim obdarzam sam siebie :) nie skupić się na opisie, a na wnioskach. Od czasu do czasu taka metoda nie powinna nikomu wadzić. Pilzner z Mönchshof to nikomu nie wadzący trunek, którego jedyną cechą wartą odnotowania jest przeciętność i niepozorność godna szpiega. Zupełnie "przezroczysta" forma nie urzeka, ale i nie odstręcza. Ot takie codzienne popijadło, po które można sięgnąć i nie nabawić się złych wspomnień. W kategorii "codziennej" to pożądana zaleta, w przypadku ambitnej degustacji seryjna wada. Ale w sumie trunek ten dedykowany jest raczej dla codziennych konsumentów niż degustatorów. Co najmniej B i co najwyżej B.
4.9 vol / B

Sternquell Premium Pils

Szybka degustacja - krótka recenzja. Termin "urquell" zawiadamia, że produkt nawiązuje do tradycyjnych receptur. Jednak jeśli piwo kiedyś smakowało tak jak niektóre produkty dumnie wzbogacane tym słowem, to chyba bardziej się cieszę ze współczesnych receptur. Sternquell Premium Pils to trunek które nie powala, bo o taką moc (w przenośni i dosłownie) tutaj wszak nie chodzi. Pilzner ma służyć wiadomym celom i już.

Basta.

W naszym dzisiejszym przypadku wszystko jest przeciętne - goryczka, wysycenie, pienistość, słód. Ten ostatni dodatkowo ma jakiś niezbyt dla mnie przyjemny, nieciekawy posmak, który trudno zaszeregować. Może zbożowy? Rozpoczynając opróżniać butelkę wiedziałem, że nie będzie to miłość od pierwszego wejrzenia. Powtórek być nie może.
5.4 vol / C+
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...