Kolejna próba z piwem browaru Chodovar. Po uprzedniej próbie degustacji, niezbyt udanej i rozczarowującej, tym razem pełen optymizmu chciałbym rozpocząć ten wpis. Sympatyczny labrador z logo browaru łypie do mnie życzliwym okiem, nie pozostaje mi zatem nic innego niż rozpocząć.
Chodovar Pašerák to według informacji producenta, idealne piwo do pracy w ogrodzie i do uzupełnieniu płynów po sportowym wysiłku. Nie do końca jestem przekonany do użyteczności jakichkolwiek trunków alkoholowych w sportowym trybie życie, niemniej jednak przekaz jest jasny: Pašerák to codzienne, sesyjne piwo na każdą okazję.
Zapach przyzwoity, chmielowo-kwaskowy. Kolor idealnie złoty, raczej ciemniejszy niż u gatunkowych odpowiedników. Piana śnieżnobiała, niewielkich rozmiarów utrzymująca się długo. Wysycenie średnie, nawet nieco mniej niż średnie. Smak znakomicie zbalansowany choć z niewielkim metalicznym polotem, ujawniającym się gdzieś w tle. Niespecjalnie to przeszkadza, ale jest zauważalne. Jak na piwo lekkie, słód całkiem wyraźny i treściwy, a zrównoważenie goryczką wymierzone z mistrzowską precyzją. Goryczka głęboka i nienachalna, pierwszego sortu, oczywiście długo pobrzmiewająca w finiszu. Ten ostatni natomiast szeroki, niemal panoramiczny, jeśli można użyć takiego określenia. Pod koniec kufla posmaki metaliczne znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej, piwowarskiej warzechy.
Chodovar Pašerák to znakomite piwo w swoim gatunku. Spełnia wszystkie zadania jakie się od tego piwa wymaga. Zaspokaja pragnienie, jest dyskretne, aromatyczne i o niezbyt dużej zawartości alkoholu. Do tego śliczny, dedykowany kapsel w kolorze zielonym. W swojej lidze to A-, trzeba jednak wziąć poprawkę na ten początkowy posmaczek. Polecam na każdą okazję w dużych ilościach i.... oczywiście małych również.
4.0 vol / B+
środa, 1 sierpnia 2012
wtorek, 31 lipca 2012
Sachsengold Landbier
Trzeba mieć wiele pewności siebie żeby piwo nazwać "saksońskie złoto" ew. "złoto Saksonii". To trochę tak jakby Tyskie nazwać "skarbem Śląska", chociaż przy megalomanii naszych koncernów jestem w sobie stosunkowo łatwo wyobrazić. Oczywiście włodarze browaru w Zwickau myśląc "złoto" brali pod uwagę zapewne jęczmień falujący na polach tego landu (patrz fragment tapety z reklamą piwa zaprezentowany obok) ale szlachetny rodowód minerału, choćby służył jedynie przenośni, do czegoś zobowiązuje.
Dzisiaj w kuflu pieni się landbier i piwo określona szlachetnym epitetem będzie naszym bohaterem wieczoru.
Kolor trunku rzeczywiście złoty, wysycenie niezłe chociaż piana opadła bardzo szybko ledwie zaznaczając małymi wysepkami na powierzchni swoja obecność. Zapach orzeźwiający słodowo-chmielowy. Landbier czyli "powszedniak" powinien cechować się nienachalnością, nawet - ujmując rzecz językiem krytyki literackiej - przezroczystością formalną. Ma zaspokajać pragnienie, towarzyszyć codziennym czynnościom i nie narzucać swojej zbędnej w tym przypadku oryginalności. Sachsengold spełnia te zadania w stu procentach. Smak głęboko słodowy, do tego stopnia pełny, że ten element składowy stanowi jego niewątpliwy walor. To wrażenie równoważy delikatna goryczka, która wyraźniej wybrzmiewa w finiszu, choć i tutaj słód zdaje się grać pierwsze skrzypce. Dla miłośników mocno nachmielonych lagerów piwo to będzie "zniewieściałe", ale dla całej reszty spędzone z nim 10 minut należeć będzie do przyjemnych. Można by krótko powiedzieć: piwo jak piwo, nic rewelacyjnego. Jednak właśnie w tej super solidnej przeciętności wzorca tkwi siła niemieckich piw, której próżno szukać choćby u nas.
4.9 vol / B
Dzisiaj w kuflu pieni się landbier i piwo określona szlachetnym epitetem będzie naszym bohaterem wieczoru.
Kolor trunku rzeczywiście złoty, wysycenie niezłe chociaż piana opadła bardzo szybko ledwie zaznaczając małymi wysepkami na powierzchni swoja obecność. Zapach orzeźwiający słodowo-chmielowy. Landbier czyli "powszedniak" powinien cechować się nienachalnością, nawet - ujmując rzecz językiem krytyki literackiej - przezroczystością formalną. Ma zaspokajać pragnienie, towarzyszyć codziennym czynnościom i nie narzucać swojej zbędnej w tym przypadku oryginalności. Sachsengold spełnia te zadania w stu procentach. Smak głęboko słodowy, do tego stopnia pełny, że ten element składowy stanowi jego niewątpliwy walor. To wrażenie równoważy delikatna goryczka, która wyraźniej wybrzmiewa w finiszu, choć i tutaj słód zdaje się grać pierwsze skrzypce. Dla miłośników mocno nachmielonych lagerów piwo to będzie "zniewieściałe", ale dla całej reszty spędzone z nim 10 minut należeć będzie do przyjemnych. Można by krótko powiedzieć: piwo jak piwo, nic rewelacyjnego. Jednak właśnie w tej super solidnej przeciętności wzorca tkwi siła niemieckich piw, której próżno szukać choćby u nas.
4.9 vol / B
niedziela, 29 lipca 2012
Pamiątka z Czech
Wakacyjne żniwa z terenu Czech. Trochę powtórek, nieco "pierwszaków" oraz gama klasycznych czeskich pilznerów - od vycepnych poprzez spezial po premium i export. Do tego tmave, benedyktyńskie a nawet IPA.
sobota, 28 lipca 2012
Chodovar Kvasnicový Skalní Ležák
Miała być klasyczna, lekka recenzja z degustacji czeskiego kellerbiera uwarzonego w rodzinnym browarze Chodovar. Ten rzadko spotykany na komercyjnych szlakach wyrób, owiany jest całkiem sporą sławą, którą zamierzałem zweryfikować. Niestety trafił mi się do tego celu egzemplarz "wybuchowy", który wystrzelił przy otwarciu pod sam sufit niczym islandzki gejzer. Do końca przydatności do spożycia pozostało jeszcze kilka dni, a tu taka niespodzianka, zapewne spowodowana niezbyt prawidłowym sposobem przechowywania (uwaga na ostrawski sklep Pivoteka Ostrava - damspivo.cz, który jest dość znany w kręgach piwoszy. Warto uważnie przyglądać się etykietom i datom). To co pojawiło się w kuflu, wyglądało imponującą - kolor piękny rubinowy, zmętnienie wspaniałe - a uchwycony smak przebijający się przez skwaśniały trunek, zapowiadały w normalnych warunkach niezłą ucztą. Jednak w tej sytuacji recenzja musi zostać odłożona na dalszy plan, kiedy z ciekawością i przyjemnością (niezrażony raczej pierwszą salwą:) powrócę do degustacji tym razem bardziej uważnie dobranej butelki. To pierwsze taki wypadek w mojej historii, dlatego z kronikarskiego obowiązku go odnotowuję.
5.0 vol
5.0 vol
Butautu Dvaro Bravoro Tamsus Alus
Litewski specjał zaskakuje niecodziennym zapachem. Wyraźnie wyczuwalny karmel i kwasek podbijający wrażenia, do tego - nadające charakteru - nuty wędzonego słodu. Wysycenie trunku rachityczne, piana niewielka, niemal mizerna, za to kolor rekompensuje wrażenia wizualne. Piękna rubinowa toń błyskająca miedzianymi refleksami, prezentuje się pięknie w letnim słońcu. Po pierwszym łyku kolejne zaskoczenie, piwo jest niemal słodkie, lecz czająca się w odwodzie goryczka szybko niweluje to nie zawsze miłe i pożądane w tym typie alkoholi, wrażenie. Zatem skarmelizowany słód aromatycznie uderza w kubki smakowe i zostaje niemal natychmiast okiełznany przez głęboką goryczkę, która dodatkowo długo pobrzmiewa w finiszu. Jednak ta pierwsza salwa słodkości pozostaje w głowie, a trunek będzie się nam już zawsze jawił jako słodki i jednocześnie niemęczący. Warto odnotować, że w słodzie da się wyczuć winne aromaty, suszone śliwki, a nawet - przy odrobinie wyobraźni - suszone grzyby! W końcu Butautu pochodzi z Litwy, a korzenie lesistego zakątka Europy do czegoś zobowiązują. Nie jest to piwo do spożycia sesyjnego, raczej do degustacji, na deser lub jesienne ognisko, niemniej jednak trudno oprzeć się jego sympatycznemu urokowi.
Na polskiej etykiecie odnotowano, iż piwo które właśnie zakupiliśmy to pszeniczniak co można zrzucić na karb ignorancji, błędu drukarskiego lub po prostu ironicznemu tudzież humorystycznemu nastrojowi importera. W każdym razie nie należy obdarzać zbytnim zaufaniem wszystkiego co wydrukowane na etykiecie. A może po prostu importer wybiera na chybił trafił marki sprowadzanych piw i w takiż sposób je oznacza?
5.5 vol / B+
Na polskiej etykiecie odnotowano, iż piwo które właśnie zakupiliśmy to pszeniczniak co można zrzucić na karb ignorancji, błędu drukarskiego lub po prostu ironicznemu tudzież humorystycznemu nastrojowi importera. W każdym razie nie należy obdarzać zbytnim zaufaniem wszystkiego co wydrukowane na etykiecie. A może po prostu importer wybiera na chybił trafił marki sprowadzanych piw i w takiż sposób je oznacza?
5.5 vol / B+
sobota, 14 lipca 2012
Eibauer Helles Landbier
Leciutki helles idealny na każdą okazję, szczególnie na letnią, niemal piekielną aurę. W kolorze przypomina cytrynowo-słomkową barwę, pięknie pobłyskującą złotymi refleksami. Piana idealnie biała, początkowo obfita, opada raczej szybko. Wysycenie średnie - choć może to wina zbyt szybkiej degustacji :) W smaku ten helles jest wyjątkowo lekki, ale przy tym wystarczającą nasycony zwyczajowymi dla piwa aromatami. To niewątpliwa zaleta - w celu zaspokojenia pragnienia oczekujemy czegoś lekkiego, a nie ciążącego na podniebieniu jak tłuste danie z dziczyzny. Mamy tutaj głęboką choć łagodną goryczkę, lekkie kwaskowe nuty i wysokiej jakości słód. Woda smaczna, a całość nie sprawia wcale wrażenia rozwodnionego napitku, raczej bardziej "wysportowanego" niż odchudzonego. Jeśli należałoby coś zarzucić to niezbyt długi finisz. Oczywiście mamy przed sobą przedstawiciela gatunku, którego cel jest prosty i jednoznaczny - landbier to piwo codzienne, do posiłków, biesiad, pracy, zaspokajania pragnienia, odpowiednik czeskiej dziesiątki. W tej dyscyplinie zasługuje na B (choć to zwykły koncerniak). Przykładając doń inną miarę możecie się zawieść, ale należy jednak studzić nieco oczekiwania. W końcu to piwo a nie francuskie Bordeaux.
4.1 vol / B
4.1 vol / B
Subskrybuj:
Posty (Atom)





