Krakonos to seria piw z browaru w Trutnovie. Etykieta przedstawia mitycznego władcę Karkonoszy, dzierżącego w ręku oczywiście kufel spienionego pilznera. Zapewne - w przekonaniu twórców - jest to piwo z trutnovskiego browaru. Sam Krakonos, (po polsku po prostu Karkonosz) narzuca się na patrona piw z browaru w Sudetach i wcale mnie to nie dziwi, choć już etykieta do najnowocześniejszych nie należy. Po namyśle jednak stanowczo stwierdzam, że trudno byłoby uszykować modernistyczną grafikę ze swojską i nieco przaśną postacią Liczyrzepy jako centralne postaci. Byłoby to co najmniej dziwaczne.
Seria Krakonos charakteryzuje się dość mocną goryczką i stosunkowo wysokim poziomem. Nie inaczej jest z degustowaną dzisiaj "desitką".
Kolor klasycznie złoty, wysycenie do tego raczej średnie, piana obfita, lecz szybko zanikająca. Zapach przyjemny, słodowo-miodowy z komponentem chmielowym.
Smak natomiast to już niepodzielne królowanie goryczki, która nienachalnie dominuje piwo i długo wybrzmiewa w finiszu. Całość dopełnia przyjemny słód z lekko miodowym posmakiem. Udana "dziesiątka" wróży sukces na czeskim rynku - tam bowiem ten rodzaj pilznera sprzedaje się najlepiej. Oczywiście czeską specyfiką jest przywiązanie do lokalnych browarów i dlatego Krakonosa trudno spotkać gdzieś w głębi kraju, ale na swoich terenach ten władca gór ma się całkiem dobrze w starciu z dużymi koncernami. Całkiem udane piwo sesyjne, na każdą okazję i - chciałoby się powiedzieć - w każdej ilości. Bardzo solidne B, a ze względu na dobry humor nawet B+.
3.9 vol/ B+
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
niedziela, 19 sierpnia 2012
Postřižinská Pepinova Desítka
Czechofilom, a nawet obeznanym ze światową kulturą Bohumila Hrabala przedstawiać nie trzeba. Znakomity czeski pisarz, którego nazwisko rozsławił na całym świecie Jiri Menzel swoją adaptacją filmową powieści "Pociągi pod specjalnym nadzorem". Innym, równie znakomitym dziełem są "Postrzyżyny", rzecz o młodej rodzinie żyjącej w małym czeskim miasteczku, w cieniu tamtejszego browaru. Ową rodziną była rzeczywista familia Hrabala, a tym browarem, istniejący do dzisiaj browar Nymburk.
Korzystając z tych konotacji, władze nymburskiego zakładu postanowiły z jednej strony uczcić, a z drugiej zapewne po trochu wykorzystać dla celów marketingowych ten historyczny fakt i nazwały serię swoich piw "Postrzyżyńskie", eksponując dodatkowo wizerunek Hrabala na etykiecie. Przede mną jeden z przedstawicieli - Pepinova desitka (kto zna powieść lub przynajmniej adaptację filmową, wie że wujek Pepin to jedna z najbarwniejszych postaci hrabalowego świata). Dotychczasowe przygody z Nymburkiem to doświadczenie raczej średnio przyjemne, gdyż browar specjalizuje się w produkcji tanich piw o niskiej jakości, choć stosunek tychże do siebie jest całkiem, całkiem. Desitka trochę wpisuje się w ten trend, ale nieśmiało próbuje go przezwyciężyć. Kolor szlachetny, zamknięty z góry poprawną pianą, utrzymującą się bardzo długo w postaci białej kołderki. Wysycenie średnie, zapach kwaskowo-chmielowy. Pierwszy łyk obarczony wspomnieniami po innych produktach z Nymburka, nieco zaskakuje. Jest całkiem nieźle. Jednak w miarę ubywania płynu z kufla entuzjazm opada. Mamy tutaj mocną choć wyraźnie płytką goryczkę, pobrzmiewającą w finiszu prze krótką chwilę. Całość próbuje równoważyć trochę nijaki słód. Do tego pojawia się niezbyt wyszukana kwaśnawość (ale jeszcze nie kwaśność), która studzi degustatorski temperament.
Ostatnio delektowałem się jedną z najlepszych (w moim odczuciu) desitek - Hradebni - i grzechem byłoby Pepinovej dać notę powyżej B. Jest to piwo jakich wiele u naszych południowych sąsiadów, choć to produkt wyróżniający się na tle nymburskiego asortymentu. Ot taki napitek co to wypić z pięć i pomalować pokój. Czy Hrabal to do kufla wlewał? Szczerze wątpię, ale pomysł literackich odwołań i skojarzeń jest całkiem fajny.
4.1 vol / B-
Korzystając z tych konotacji, władze nymburskiego zakładu postanowiły z jednej strony uczcić, a z drugiej zapewne po trochu wykorzystać dla celów marketingowych ten historyczny fakt i nazwały serię swoich piw "Postrzyżyńskie", eksponując dodatkowo wizerunek Hrabala na etykiecie. Przede mną jeden z przedstawicieli - Pepinova desitka (kto zna powieść lub przynajmniej adaptację filmową, wie że wujek Pepin to jedna z najbarwniejszych postaci hrabalowego świata). Dotychczasowe przygody z Nymburkiem to doświadczenie raczej średnio przyjemne, gdyż browar specjalizuje się w produkcji tanich piw o niskiej jakości, choć stosunek tychże do siebie jest całkiem, całkiem. Desitka trochę wpisuje się w ten trend, ale nieśmiało próbuje go przezwyciężyć. Kolor szlachetny, zamknięty z góry poprawną pianą, utrzymującą się bardzo długo w postaci białej kołderki. Wysycenie średnie, zapach kwaskowo-chmielowy. Pierwszy łyk obarczony wspomnieniami po innych produktach z Nymburka, nieco zaskakuje. Jest całkiem nieźle. Jednak w miarę ubywania płynu z kufla entuzjazm opada. Mamy tutaj mocną choć wyraźnie płytką goryczkę, pobrzmiewającą w finiszu prze krótką chwilę. Całość próbuje równoważyć trochę nijaki słód. Do tego pojawia się niezbyt wyszukana kwaśnawość (ale jeszcze nie kwaśność), która studzi degustatorski temperament.
![]() |
| Mural z wizerunkiem Hrabala powstały w miejscu gdzie stał dom pisarza. Dzielnica Libeń raczej nie kojarzy się z pocztówkową Pragą, eksponując swój nieco szemrany urok |
Ostatnio delektowałem się jedną z najlepszych (w moim odczuciu) desitek - Hradebni - i grzechem byłoby Pepinovej dać notę powyżej B. Jest to piwo jakich wiele u naszych południowych sąsiadów, choć to produkt wyróżniający się na tle nymburskiego asortymentu. Ot taki napitek co to wypić z pięć i pomalować pokój. Czy Hrabal to do kufla wlewał? Szczerze wątpię, ale pomysł literackich odwołań i skojarzeń jest całkiem fajny.
4.1 vol / B-
Mönchshof Original Pils
Szybka degustacja - krótka recenzja. Krótka nie oznacza nieprawdziwa, naciągana, wymuszona. Postanowiłem w ramach letniego odprężenia oraz korzystając z pewnego zaufania jakim obdarzam sam siebie :) nie skupić się na opisie, a na wnioskach. Od czasu do czasu taka metoda nie powinna nikomu wadzić. Pilzner z Mönchshof to nikomu nie wadzący trunek, którego jedyną cechą wartą odnotowania jest przeciętność i niepozorność godna szpiega. Zupełnie "przezroczysta" forma nie urzeka, ale i nie odstręcza. Ot takie codzienne popijadło, po które można sięgnąć i nie nabawić się złych wspomnień. W kategorii "codziennej" to pożądana zaleta, w przypadku ambitnej degustacji seryjna wada. Ale w sumie trunek ten dedykowany jest raczej dla codziennych konsumentów niż degustatorów. Co najmniej B i co najwyżej B.
4.9 vol / B
4.9 vol / B
Sternquell Premium Pils
Szybka degustacja - krótka recenzja. Termin "urquell" zawiadamia, że produkt nawiązuje do tradycyjnych receptur. Jednak jeśli piwo kiedyś smakowało tak jak niektóre produkty dumnie wzbogacane tym słowem, to chyba bardziej się cieszę ze współczesnych receptur. Sternquell Premium Pils to trunek które nie powala, bo o taką moc (w przenośni i dosłownie) tutaj wszak nie chodzi. Pilzner ma służyć wiadomym celom i już.
Basta.
W naszym dzisiejszym przypadku wszystko jest przeciętne - goryczka, wysycenie, pienistość, słód. Ten ostatni dodatkowo ma jakiś niezbyt dla mnie przyjemny, nieciekawy posmak, który trudno zaszeregować. Może zbożowy? Rozpoczynając opróżniać butelkę wiedziałem, że nie będzie to miłość od pierwszego wejrzenia. Powtórek być nie może.
5.4 vol / C+
Basta.
W naszym dzisiejszym przypadku wszystko jest przeciętne - goryczka, wysycenie, pienistość, słód. Ten ostatni dodatkowo ma jakiś niezbyt dla mnie przyjemny, nieciekawy posmak, który trudno zaszeregować. Może zbożowy? Rozpoczynając opróżniać butelkę wiedziałem, że nie będzie to miłość od pierwszego wejrzenia. Powtórek być nie może.
5.4 vol / C+
czwartek, 16 sierpnia 2012
Hradebni
![]() |
| Nostalgiczne wspomnienia z przeszłości |
Gorąco polecam bo to jeden z najznakomitszych czeskich pilznerów! Na każdą okazję - rodzinną i, że tak to ujmę, intymną. Usiąść i rozkoszować się, rozmyślając nad tym jak piwo może nas zmieniać na lepsze.
4.1 vol / A-
piątek, 10 sierpnia 2012
Zlatovar Max
Dzisiaj degustacja przaśnej "jedenastki" prosto z Opavy (prawie prosto, a jak wiadomo prawie czyni wielką różnicę). Nalezy odnotować, że to piękne morawskie miasto pozostało już tylko jakimś symbolicznym dodatkiem, reminiscencją dawnych lat, nawiązaniem do tradycji. Browar opavski został zamknięty w 2005 roku i od tego czasu pod marką Zlatovar warzono piwo w kilku miejscach. Jak widać szaleństwo własnościowe nie omija i Czechów. Zatem jesteśmy dzisiaj świadkami (w trakcie tej degustacji) ostatnich podrygów morawskiego specjału, którego tradycja kontynuowana jest już tylko w grafice opakowania.
Na etykiecie przyozdobiony bezrękawnikiem (atrybutem modnisiów po pięćdziesiątce) mężczyzna, dzierży w dłoni olbrzymi kufel spienionego płynu. Jegomość jest słusznych rozmiarów i trochę kilogramów w swoim życiu przeżył. Po przelania do kufla Zlatovar rzeczywiście formuje zacną i długotrwałą pianę, zasilaną armią ciągnących zastępami pęcherzyków. Zapach chmielowy, lekko kwaśnawy i jakby ciut zbożowy, ale ta naleciałość nie wydaje się tutaj zbyt pożądana. Sam płyn niestety cieniutki. Można spotkać sporo "dziesiątek" bardziej treściwych od tego pilznera. W całości dominuje chmiel, ale średniogłęboki i do tego podszyty nieco mydlaną wodą. Wyraźnie czuć, że zastosowane produkty są naturalne, choć nienajlepszej jakości, jednak w finalnym wrażeniu ta oszczędność zbyt przeszkadza by chciało się powrócić do Zlatovara. Ot taki lekko zapyziały czeski browar z trudem nawiązujący do najsłynniejszych braci. Oczywiście nie ma mowy tutaj o jakimś blamażu, ale kudy tam do pierwszej ligi. Między C+ a B- (chyba jednak zbyt jestem wyrozumiały i czechofilski jednocześnie, ale co tam).
Po namyśle nota niższa, wynikająca z przeświadczenia o jednorazowej przygodzie z tym produktem.
4.6 vol / C+
Na etykiecie przyozdobiony bezrękawnikiem (atrybutem modnisiów po pięćdziesiątce) mężczyzna, dzierży w dłoni olbrzymi kufel spienionego płynu. Jegomość jest słusznych rozmiarów i trochę kilogramów w swoim życiu przeżył. Po przelania do kufla Zlatovar rzeczywiście formuje zacną i długotrwałą pianę, zasilaną armią ciągnących zastępami pęcherzyków. Zapach chmielowy, lekko kwaśnawy i jakby ciut zbożowy, ale ta naleciałość nie wydaje się tutaj zbyt pożądana. Sam płyn niestety cieniutki. Można spotkać sporo "dziesiątek" bardziej treściwych od tego pilznera. W całości dominuje chmiel, ale średniogłęboki i do tego podszyty nieco mydlaną wodą. Wyraźnie czuć, że zastosowane produkty są naturalne, choć nienajlepszej jakości, jednak w finalnym wrażeniu ta oszczędność zbyt przeszkadza by chciało się powrócić do Zlatovara. Ot taki lekko zapyziały czeski browar z trudem nawiązujący do najsłynniejszych braci. Oczywiście nie ma mowy tutaj o jakimś blamażu, ale kudy tam do pierwszej ligi. Między C+ a B- (chyba jednak zbyt jestem wyrozumiały i czechofilski jednocześnie, ale co tam).
Po namyśle nota niższa, wynikająca z przeświadczenia o jednorazowej przygodzie z tym produktem.
4.6 vol / C+
Subskrybuj:
Posty (Atom)







