Klasyczny niemiecki pils nie jest oczywiście tym samym czym jest jego czeski odpowiednik. Dla wielu będzie to jedynie ledwie wyczuwalny niuans, dla innych różnica zasadnicza. Niestety większość nie zauważy niczego.
Braustolz Pils z Chemnitz to przykład klasycznego pilsa wprost od naszych zachodnich sąsiadów. Niech was nie zwiedzie miasto rodzinne browaru - to że leży na terenie byłego NRD nic nie znaczy. Wiele nowo powstałych browarów, otwartych ponownie lub po prostu urynkowionych, a wywodzących się z tego obszaru radzi sobie równie dobrze co ich bawarscy czy frankońscy bracia i swobodnie wpisuje się w panoramę niemieckiego browarnictwa (okres miniony nie przeszkodził także browarom czeskim - bo tradycja to tradycja. U nas niestety znowu wypadło to o wiele gorzej).
Przede mną w kuflu stoi jasno-złoty płyn z trwałą choć średnią pianą, która - trzeba zaznaczyć - wspaniale oblepia szkło. Wysycenie całkiem, całkiem, a zapach klasyczny - chlebowy z nutami drożdżowymi. I tutaj mamy pierwszą różnicę w rodzinie pilznerów. Smak całkiem zbalansowany z zauważalną przewagą goryczki. W telegraficznym skrócie: chlebowe nuty (kolejna dystynkcja), lekki słód, lekka kwaśność. Chmiel trochę zbyt ostry, jakby metaliczny. Finisz długi i intensywny, kojący w upalne dni. Całość w miarę treściwa, ale bez przesady (znowu niewielka odmienność). Pod koniec kufla goryczka dominuje już na całej linii. Etykieta po niemiecku przeciętna, mało gustowna na dodatek. Gdyby nie zarzuty wobec chmielu i wyczuwalna kwaśność byłoby to całkiem udane piwo sesyjne i dedykowane do posiłków. A tak lekka przygana.
4.0 vol / B
czwartek, 10 maja 2012
środa, 9 maja 2012
Augustiner Edelstoff Exportbier
Bawaria to nie tylko katolicki land, postrzegany przez
większość jako ojczyzna konserwatywnego towarzystwa przywdziewającego skórzane szorty
w czasie letnich biesiad i jodłujących
do zdarcia gardeł przy beczce piwa. Monachium to nie tylko miejsce, gdzie swoje
oratoryjne umiejętności szkolił Hitler, ku uciesze bywalców Hofbrauhaus. To
miasto to nie tylko siedziba klubu piłkarskiego i cel pielgrzymek piwnego
bractwa, miłującego komercyjne spędy, które dzisiaj nie mają nic wspólnego z
prawdziwą historią Oktoberfest. Bawaria oprócz wymienionych wad (przekornie i
złośliwie ukazanych jako zalety) to przestrzeń niezwykle przyjazna małym i
dużym browarom, których łączy jedno – Reinheinsgebot. I ta swoista moda wypływająca z dobrze rozumianej tradycji jest błogosławieństwem piwnej kultury lub... jego przekleństwem jak utrzymują inni.
Augustiner to historyczny monachijski browar-instytucja, który
warzy klasyczne niemieckie specjały. Przede mną piwo, które spożywałem
wielokrotnie, ale jakoś nie znalazła się okazja żeby to odnotować. Bawarski
helles ma zapach słodowo-drożdżowo-chlebowy z delikatnym akcentem chmielowym.
Piana średnia, opada do postaci minimalnej kołderki lub nawet koronkowej firaneczki. Wysycenie raczej średnie,
a kolor bardzo jasny, niczym świeżo skoszony łan zboża. Smak Edelstoffa typowy dla
tego gatunku – lekki, zwiewny i orzeźwiający. Mamy tutaj głęboka goryczkę,
delikatny słód, posmaki chlebowe i smaczną wodę. Finisz długi, średnio
intensywny, w którym chmiel podkreśla wydobyte w czasie warzenia i fermentacji
smaki.
Piwo jest wybitnie sesyjne, przeznaczone raczej do spożycia ciągłego i towarzyszącego. Nie ma w nim żadnej niedoskonałości czy szaleństwa. Tylko solidny bawarski smak. Nic ponad to i ani odrobinę mniej. Ze względu na jakość powinno być B+, ale z uwagi na pewne znudzenie mamy B.
Piwo jest wybitnie sesyjne, przeznaczone raczej do spożycia ciągłego i towarzyszącego. Nie ma w nim żadnej niedoskonałości czy szaleństwa. Tylko solidny bawarski smak. Nic ponad to i ani odrobinę mniej. Ze względu na jakość powinno być B+, ale z uwagi na pewne znudzenie mamy B.
5.6 vol / B
wtorek, 8 maja 2012
Weiherer Keller-Pils
Będzie krótko:
- kolor jasnozłoty jak wysuszona słoma
- piana niewielka, gęsta, utrzymuje się dość długo
- wysycenie całkiem spore. Armia bąbelków rządzi w kuflu
- zapach nieco dyskretny, jakby kwaskowo-słodowo-chmielowy, ale głowy nie dam :)
- płyn niemal klarowny, ale lekkie zmętnienie w normie gatunku
- gatunek tradycyjny, niemiecki, choć atrybut keller odnosi się zapewne do niesklarowania i leżakowania, a pils do smaku. Jak nie lubić tego piwa?
- smak znakomity. Zrównoważony i lekki. Słód jakby morelowy w opozycji do głębokiej choć delikatnej goryczki. Finisz długi i wyraźny, a w nim intensywny chmiel i owocowe ślady.
- piwo na każdą okazję - od długich letnich wieczorów, poprzez upalne dni wypełnione pracą, aż po degustację w zaciszu pokoju.
- opakowanie jak to u Wiherera - nijakie i nie wiadomo o czym.
- czy warto kupić? Zdecydowanie. Czy warto wracać? Ja już trzeci raz.
4.9 vol / B+
- kolor jasnozłoty jak wysuszona słoma
- piana niewielka, gęsta, utrzymuje się dość długo
- wysycenie całkiem spore. Armia bąbelków rządzi w kuflu
- zapach nieco dyskretny, jakby kwaskowo-słodowo-chmielowy, ale głowy nie dam :)
- płyn niemal klarowny, ale lekkie zmętnienie w normie gatunku
- gatunek tradycyjny, niemiecki, choć atrybut keller odnosi się zapewne do niesklarowania i leżakowania, a pils do smaku. Jak nie lubić tego piwa?
- smak znakomity. Zrównoważony i lekki. Słód jakby morelowy w opozycji do głębokiej choć delikatnej goryczki. Finisz długi i wyraźny, a w nim intensywny chmiel i owocowe ślady.
- piwo na każdą okazję - od długich letnich wieczorów, poprzez upalne dni wypełnione pracą, aż po degustację w zaciszu pokoju.
- opakowanie jak to u Wiherera - nijakie i nie wiadomo o czym.
- czy warto kupić? Zdecydowanie. Czy warto wracać? Ja już trzeci raz.
4.9 vol / B+
Böhmisch Brauhaus Pilsner Premium
Proszę Państwa, taki kolor to naprawdę rzadkość. Przed nami pieni się,
na marginesie: niezbyt obficie, płyn o kolorze tak jasnym jak włosy
blond niemowlaka. Płyn tak klarowny i pełny bąbelków, raz drobnych, raz
po raz większych, jak solidne ziarno zboża, pędzących ku powierzchni z
niebywałą prędkością i precyzją, jakby brały udział w wyścigu Le Mans...
zatem płyn tak krystaliczny, że przywodzi na myśl obiekt marzeń
spragnionego turysty stojącego na brzegu górskiego potoku. Zapach
natomiast to wykwintne połączenie słodu i chmielu plus wyraźny akcent
żelaźniany, jeśli będzie mi wolno użyć tego neologizmu.
Klasyczny niemiecki pilsner, w którego smaku spotyka się idealnie zrównoważona goryczka i głęboki, nienachalny słód, zwieńczony iście maratońskim finiszem, łagodzącym długotrwały wpływ suchego powietrza na gardło człowieka. Do spożycia w dużych i mniejszych ilościach - bez obaw o żołądek i bóle głowy. Wskazany jako towarzysz posiłków, pracy, relaksu w cieniu drzew na wiejskiej wycieczce.
Proszę Państwa bardzo, bardzo solidnie.
4.9 vol / B+
Klasyczny niemiecki pilsner, w którego smaku spotyka się idealnie zrównoważona goryczka i głęboki, nienachalny słód, zwieńczony iście maratońskim finiszem, łagodzącym długotrwały wpływ suchego powietrza na gardło człowieka. Do spożycia w dużych i mniejszych ilościach - bez obaw o żołądek i bóle głowy. Wskazany jako towarzysz posiłków, pracy, relaksu w cieniu drzew na wiejskiej wycieczce.
Proszę Państwa bardzo, bardzo solidnie.
4.9 vol / B+
poniedziałek, 7 maja 2012
Bayern Bräu Weißbier Hell
Wszystko wskazuje na to, że przed nami budżetowy trunek: butelka mocno wytarta, etykieta bez kontry mająca się jednoznacznie kojarzyć bardziej z regionem niż trunkiem, niewygórowana cena 50 eurocentów berlińskim getranku.
Otwieramy butelkę i do naszych nozdrzy uderza zapach bananowy z lekkim drożdżowym tłem. Po przelaniu do kufla uformowała się wyraźna piana, która niepodzielnie panował przez cały czas na powierzchni płynu. Kolor piwa piękny, pomarańczowy, skrywający za swoim zmętnieniem stada bąbelków podróżujących w jedną stronę - ku górze. Jest lekka obawa - budżetowe trunki nie zapewniają przyjemnych wrażeń, czego uczy zwłaszcza polskie doświadczenie. A tutaj? Miłe zaskoczenie. Smak jest zadowalający, choć niespecjalnie głęboki. Mamy smaki bananowe, troszeczkę zbyt cukrowe, goździkowe dopełnienie na dobrym poziomie, średnio zaakcentowane drożdże i - niestety - kwasek, który zmienił się dość szybko w kwaśność, choć trzeba przyznać na akceptowalnym poziomie. Pojawia się także goryczka zwłaszcza wyczuwalna w średniodługim finiszu (uzupełniona goździkami, chcącymi grać w tej fazie pierwsze skrzypce).
Oby takie budżetowe trunki pojawiały się nie tylko w stolicy piw pszenicznych, a jakość przez nie utrzymywana była także cechą polskich piw z dolnej półki. Rewelacji być oczywiście nie może, ale jeśli ktoś spodziewał się bylejakości sikacza, srodze się zawiedzie / przyjemnie zaskoczy (niepotrzebne skreślić). W pełni zasłużone B.
5.2 vol / B
Otwieramy butelkę i do naszych nozdrzy uderza zapach bananowy z lekkim drożdżowym tłem. Po przelaniu do kufla uformowała się wyraźna piana, która niepodzielnie panował przez cały czas na powierzchni płynu. Kolor piwa piękny, pomarańczowy, skrywający za swoim zmętnieniem stada bąbelków podróżujących w jedną stronę - ku górze. Jest lekka obawa - budżetowe trunki nie zapewniają przyjemnych wrażeń, czego uczy zwłaszcza polskie doświadczenie. A tutaj? Miłe zaskoczenie. Smak jest zadowalający, choć niespecjalnie głęboki. Mamy smaki bananowe, troszeczkę zbyt cukrowe, goździkowe dopełnienie na dobrym poziomie, średnio zaakcentowane drożdże i - niestety - kwasek, który zmienił się dość szybko w kwaśność, choć trzeba przyznać na akceptowalnym poziomie. Pojawia się także goryczka zwłaszcza wyczuwalna w średniodługim finiszu (uzupełniona goździkami, chcącymi grać w tej fazie pierwsze skrzypce).
Oby takie budżetowe trunki pojawiały się nie tylko w stolicy piw pszenicznych, a jakość przez nie utrzymywana była także cechą polskich piw z dolnej półki. Rewelacji być oczywiście nie może, ale jeśli ktoś spodziewał się bylejakości sikacza, srodze się zawiedzie / przyjemnie zaskoczy (niepotrzebne skreślić). W pełni zasłużone B.
5.2 vol / B
Subskrybuj:
Posty (Atom)






